SAVE Act i realne ryzyko wykluczenia kobiet z głosowania
- Newsroom Darius
- 21 sty
- 1 minut(y) czytania
Projekt SAVE Act wprowadza wymóg, by dane na identyfikacji wyborcy były zgodne z aktem urodzenia. W praktyce oznacza to poważne ryzyko wykluczenia ogromnej liczby kobiet z prawa do głosowania — szczególnie mężatek, które przyjęły nazwisko współmałżonka.
W USA niemal 80% kobiet po ślubie zmienia nazwisko. Jeśli prawo nie przewidzi prostego i powszechnie dostępnego mechanizmu uznawania dokumentów potwierdzających zmianę nazwiska (jak akt małżeństwa) — lub jeśli proces będzie kosztowny i czasochłonny — miliony kobiet mogą zostać faktycznie pozbawione prawa wyborczego.
To nie jest teoria. To znany efekt restrykcyjnych ustaw wyborczych: formalnie „neutralnych”, a w praktyce uderzających w konkretne grupy. Kobiety, osoby starsze, uboższe i częściej zmieniające nazwisko płacą najwyższą cenę za biurokratyczne bariery.
Czy Donald Trump i jego zaplecze są tego świadomi? Tak. Czy taki efekt jest dla nich problemem? Wszystko wskazuje na to, że nie. Ograniczanie frekwencji — zwłaszcza wśród grup głosujących częściej przeciwko nim — od lat jest elementem tej strategii.
Jeśli prawo do głosowania zależy od perfekcyjnej zgodności dokumentów sprzed dekad, to nie mówimy o bezpieczeństwie wyborów. Mówimy o selekcji wyborców.
A to uderza przede wszystkim w kobiety.




Komentarze