Nawrocki z ofertą dla Trumpa. Chodzi o Radę Pokoju. Oddajemy niezależność na rzecz bazy wojskowe.
- Newsroom Darius
- 7 godzin temu
- 2 minut(y) czytania
Polsat News informuje o spotkaniu prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem na marginesie szczytu w Davos. Według doniesień Polska otrzymała propozycję wejścia do nowo utworzonej przez Trumpa Rady Pokoju (Board of Peace) – tajemniczej inicjatywy, którą były prezydent USA osobiście zainaugurował.
Z jednej strony trudno nie zauważyć pokusy. Stała baza wojskowa USA w Polsce to od lat marzenie wielu polityków i strategów — symbol twardej, namacalnej gwarancji bezpieczeństwa w obliczu zagrożenia ze wschodu. Problem w tym, że każda taka „gwarancja” ma swoją cenę. I coraz częściej wygląda na to, że tą ceną miałaby być nasza polityczna samodzielność.
Kluczowe pytanie brzmi: czy Donaldowi Trumpowi w ogóle można ufać? Jego historia pokazuje coś zupełnie odwrotnego — zmienne deklaracje, nagłe zwroty, traktowanie polityki jak transakcji handlowej, w której lojalność obowiązuje tylko do następnego „lepszego dealu”. Dziś obietnica, jutro zaprzeczenie. Państwo nie może opierać swojego bezpieczeństwa na kaprysach jednego polityka.
Coraz wyraźniej widać też drugie dno tej propozycji. Uzależnienie Polski od Stanów Zjednoczonych może prowadzić do oddalenia od Unii Europejskiej, osłabienia wspólnoty i uczynienia z nas politycznego „konia trojańskiego” w europejskiej grze Trumpa. Tymczasem wiele krajów ma już dość jego działań — USA tracą zaufanie, sprzedawane są amerykańskie obligacje, a globalna pozycja Waszyngtonu nie jest dziś tak stabilna, jak jeszcze kilka lat temu.
Uzależnić się od jednego partnera to ryzyko systemowe. Jeśli Ameryka upada — my upadamy razem z nią. A co wtedy? Kto nam pomoże, jeśli zdystansujemy się od Unii i od innych europejskich sojuszników? Bezpieczne państwo to państwo wielowektorowe, a nie stojące na jednej nodze.
Niepokój budzi również postawa polskich polityków. Zamiast twardej, godnej dyplomacji widzimy klękanie i akceptowanie iluzji bezpieczeństwa. Trump w ostatnim czasie obrażał wiele narodów i żołnierzy — także tych, którzy ginęli w amerykańskich wojnach, w tym Polaków. Zamiast stanowczej reakcji słyszymy milczenie, „nic się nie stało”, strach przed reakcją Waszyngtonu. Gdy ktoś nas poniża i opluwa, a my udajemy, że tego nie widzimy — to nie jest polityka bezpieczeństwa, to jest słabość.
Czy to sprytna partia szachów w stylu „dajemy wam twarz, wy dajecie nam wojsko”? A może naiwna wiara, że ktoś dotrzyma słowa tylko dlatego, że tak powiedział? Warto ryzykować suwerenność i relacje europejskie dla niepewnej obietnicy? A może lepiej poczekać na konkrety, chłodno policzyć koszty i przestać zachowywać się jak petent?
Bezpieczeństwo nie może być oparte na iluzjach, a sojusze — na strachu. Polska zasługuje na politykę odważną, ale też godną i dalekowzroczną.









Komentarze