„Kibicowanie to nie grzech, a czyny homoseksualne — tak”. I kto ma prawo do Jasnej Góry?
- Newsroom Darius
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Na podstawie tekstu Onet o. Michał Legan, paulin z Jasnej Góry, szef redakcji katolickiej TVP. Komentarz dotyczące LGBT. „Kibicowanie to nie grzech, a czyny homoseksualne — tak”. I kto ma prawo do Jasnej Góry?
Wypowiedzi o pielgrzymkach na Jasną Górę coraz wyraźniej pokazują, jak bardzo polski Kościół zmaga się dziś nie z „ideologiami”, lecz z własnymi granicami empatii. Pada pytanie fundamentalne: kto może przyjść na Jasną Górę jako pielgrzym, a kto już nie?
Gdy na Jasną Górę przybywają kibice, wywołuje to kontrowersje, ale ostatecznie słyszymy: „Jasna Góra jest dla wszystkich”. Gdy jednak pojawiają się osoby LGBT+, ofiary przemocy seksualnej w Kościele czy ludzie z tzw. „obrzeży”, natychmiast zaczyna się ważenie intencji, ocenianie moralności i rozstrzyganie, czy przypadkiem „nie wybierają grzechu”.
Argument powtarzany do znudzenia brzmi: „kibicowanie to nie grzech, a czyny homoseksualne są”. Tyle że to rozumowanie prowadzi na bardzo niebezpieczne terytorium — do selekcji ludzi przy bramie sanktuarium. Jakby Jasna Góra była komisją moralną, a nie miejscem modlitwy.
Osoby zrzeszone w „Wierze i Tęczy” nie przychodzą na pielgrzymki, by manifestować grzech. Przychodzą, bo chcą być w Kościele. Modlić się. Spotkać Boga. Dokładnie tak samo, jak kibice, rozwodnicy, osoby po in vitro czy ci, którzy w wielu kwestiach myślą inaczej niż oficjalna linia hierarchii.
Jeśli zaczniemy zadawać pytanie: „po co oni przychodzą?”, to musimy je zadać wszystkim. A wtedy okaże się, że nikt z nas nie przychodzi z idealnym życiorysem.
Słowa o „tęczowej zarazie”, hierarchia grzechów i ciągłe podejrzewanie jednych, a pobłażanie drugim — to nie obrona Ewangelii. To jej zawężanie. I to właśnie takie postawy sprawiają, że dla wielu ludzi Kościół przestaje być domem.
Bo jeśli Jasna Góra naprawdę jest dla wszystkich, to nie tylko dla tych, których grzechy są społecznie akceptowalne.









Komentarze