Wybory w Izraelu: przyszłość praw osób LGBTIQ+ zależy od układu sił w Knesecie
Wybory parlamentarne w Izraelu, zaplanowane na 27 października, mogą wpłynąć zarówno na polityczną przyszłość premiera Benjamina Netanjahu, jak i na dalszy rozwój praw osób LGBTIQ+. Kraj zapewnia im szereg praw, jednak brak małżeństw cywilnych i sprzeciw partii religijnych wobec kolejnych reform pozostają istotnymi przeszkodami. Wynik głosowania może przesądzić o tym, czy możliwe będą dalsze zmiany.
Izrael zapewnia osobom homoseksualnym i queer szerszą ochronę prawną niż większość państw Bliskiego Wschodu. Stosunki seksualne osób tej samej płci zdepenalizowano w 1988 roku, a od 1992 roku dyskryminacja w miejscu pracy ze względu na orientację seksualną jest zakazana. W kolejnych latach rozszerzano prawa par jednopłciowych, między innymi w zakresie uznawania małżeństw zawartych za granicą, rodzicielstwa i adopcji.
Jednocześnie w Izraelu nie można zawrzeć małżeństwa cywilnego. Kwestie małżeństwa podlegają instytucjom religijnym, które nie udzielają ślubów parom jednopłciowym. Związki zawarte za granicą są jednak uznawane przez państwo.
Dalsze reformy napotykają sprzeciw partii ultraortodoksyjnych i konserwatywnych. Także brak wyraźnego zakazu terapii konwersyjnych pozostaje przedmiotem krytyki ze strony środowisk działających na rzecz praw osób LGBTIQ+.
Postęp prawny nie wyeliminował dyskryminacji ani przemocy. W 2015 roku podczas Parady Równości w Jerozolimie napastnik uzbrojony w nóż zaatakował sześć osób. Zmarła wówczas 16-letnia Shira Banki.
Izraelska organizacja Aguda informowała w raporcie za 2024 rok o wzroście mowy nienawiści, gróźb i ataków na osoby LGBTIQ+. Organizacja krytykowała również kierunek polityki rządu i pogarszający się dyskurs publiczny.
Równocześnie Izrael, a szczególnie Tel Awiw, promuje się za granicą jako miejsce przyjazne społeczności LGBTIQ+. Ten wizerunek budzi jednak spory związane z wojną w Strefie Gazy i polityką Izraela wobec Palestyńczyków.
Krytycy zarzucają izraelskim władzom wykorzystywanie praw osób LGBTIQ+ do poprawiania międzynarodowego wizerunku kraju przy jednoczesnym odwracaniu uwagi od okupacji i działań wojennych. Zjawisko to określa się mianem „pinkwashingu”.
Spór dzieli również sam ruch LGBTIQ+. W 2024 roku międzynarodowa organizacja ILGA World zawiesiła członkostwo izraelskiej organizacji Aguda po kontrowersjach związanych z propozycją organizacji kongresu w Tel Awiwie. W czerwcu 2026 roku we Włoszech organizacja Keshet, zrzeszająca żydowskie osoby LGBTIQ+, została wykluczona z Roma Pride. Krytycy zarzucali jej brak publicznego stanowiska w sprawie wojny w Strefie Gazy.
Podczas tegorocznej Parady Równości w Tel Awiwie część aktywistów ponownie zwracała uwagę na politykę okupacyjną. Pokazuje to, że dla części środowiska kwestie praw osób LGBTIQ+ są nierozerwalnie związane z szerszymi sporami o prawa człowieka i politykę państwa.
Obecny rząd Netanjahu opiera się na sojuszu Likudu z partiami ultraortodoksyjnymi oraz ugrupowaniami skrajnej prawicy, w tym formacjami związanymi z Itamarem Ben-Gvirem i Bezalellem Smotriczem. Część koalicjantów otwarcie sprzeciwia się rozszerzaniu praw osób LGBTIQ+ i wprowadzeniu małżeństw cywilnych.
W koalicji tej występuje jednak wyraźny kontrast: przewodniczącym Knesetu jest otwarcie homoseksualny Amir Ohana z Likudu. Sam fakt jego obecności na wysokim stanowisku nie oznacza jednak, że rząd popiera wszystkie postulaty społeczności LGBTIQ+.
Wśród polityków opozycyjnych Naftali Bennett popiera małżeństwa cywilne dla par jednopłciowych. Partia Demokratów pod przewodnictwem Jaira Golana opowiada się za równością osób LGBTIQ+. Były szef sztabu generalnego Gadi Eisenkot, stojący na czele partii Jaszar, jest wskazywany jako jeden z głównych rywali Netanjahu.
Istotną rolę mogą odegrać również partie arabskie, które łącznie mogłyby zdobyć kilkanaście mandatów. Ich stanowiska w kwestiach LGBTIQ+ są zróżnicowane: lewicowa Hadash popiera równość, natomiast konserwatywna partia Ra’am sprzeciwia się części postulatów tego środowiska.
Kneset liczy 120 posłów, a do utworzenia większości rządowej potrzeba 61 mandatów. Izraelski system proporcjonalny sprawia, że żadna partia nie może samodzielnie zdobyć wystarczającej liczby miejsc, dlatego o kształcie rządu decydują negocjacje koalicyjne.
Według przytoczonego sondażu nadawcy publicznego Kan partia Jaszar Eisenkota mogłaby uzyskać 22 mandaty, Likud 20, a ugrupowanie Bennetta 12. Ostateczny wynik pozostaje jednak niepewny, a znaczna część wyborców nie podjęła jeszcze decyzji.
Wynik wyborów może doprowadzić do kilku różnych układów politycznych, z których każdy będzie miał inne konsekwencje dla praw osób LGBTIQ+.
Rząd pod przewodnictwem Eisenkota. Możliwy byłby gabinet oparty na poparciu części opozycji i tolerowany przez partie arabskie, bez udziału ugrupowań ultraortodoksyjnych. Mogłoby to zmniejszyć polityczne przeszkody dla reform, choć wprowadzenie małżeństw cywilnych nadal nie byłoby przesądzone.
Kolejny rząd z udziałem Netanjahu. Jeśli obecny premier zdoła utrzymać władzę lub zbudować nową koalicję z udziałem części dotychczasowej opozycji, partie religijne mogą nadal odgrywać istotną rolę. Perspektywy głębszych reform dotyczących małżeństw cywilnych pozostałyby wówczas ograniczone.
Brak większości i kolejne wybory. Jeśli żaden z bloków nie zdoła utworzyć stabilnego rządu, Izrael może stanąć przed koniecznością ponownego głosowania. Przedłużający się okres rządów tymczasowych utrudniałby podejmowanie istotnych reform.
Dla społeczności LGBTIQ+ kluczowe będzie nie tylko to, kto zostanie premierem, lecz także to, jakie partie wejdą do koalicji i jaką uzyskają siłę przetargową. Dotychczasowe osiągnięcia prawne współistnieją w Izraelu z ograniczeniami wynikającymi z systemu religijnego i politycznego.
Wybory nie przesądzą automatycznie o dalszym kierunku zmian, ale mogą określić warunki, w jakich będą prowadzone przyszłe reformy. Szczególne znaczenie będzie miała rola partii ultraortodoksyjnych i skrajnie prawicowych oraz gotowość nowych władz do wprowadzenia małżeństw cywilnych i dalszego wzmacniania ochrony przed dyskryminacją.



Komentarze