top of page

Ted Sarandos: Netflix utrzyma 45-dniowe okna kinowe dla filmów Warner Bros, jeśli dojdzie do przejęcia

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 16 sty
  • 3 minut(y) czytania

Współdyrektor generalny Netfliksa, Ted Sarandos, zapowiedział, że platforma zachowa 45-dniowe okna kinowe dla filmów Warner Bros, jeśli planowana transakcja sprzedaży studia dojdzie do skutku. To wyraźny sygnał zmiany podejścia Netfliksa do dystrybucji kinowej i jednocześnie ukłon w stronę tradycyjnego rynku filmowego.


W ostatnich wypowiedziach Sarandos podkreślił, że jeśli Netflix ma działać na rynku kinowym, zamierza robić to w pełni konkurencyjnie. „Jeśli mamy być w biznesie kinowym… chcemy wygrywać. Chcę wygrywać w weekend otwarcia. Chcę wygrywać box office” – powiedział.


Deklaracja ta jest istotna, ponieważ Netflix przez lata kojarzony był przede wszystkim z krótkimi lub symbolicznymi pokazami kinowymi, podporządkowanymi szybkim premierom streamingowym. Utrzymanie 45-dniowego okna kinowego – standardu, który po pandemii stał się nową normą dla dużych studiów – oznaczałoby realne zaangażowanie Netfliksa w rywalizację o widownię kinową i wyniki finansowe filmów na dużym ekranie.


Dla Warner Bros taki model dystrybucji byłby zachowaniem ciągłości strategii, jaką studio realizuje w ostatnich latach, po odejściu od kontrowersyjnych jednoczesnych premier kinowo-streamingowych z okresu pandemii. Dla Netfliksa byłby to natomiast sygnał do branży, że firma nie chce już być postrzegana wyłącznie jako platforma streamingowa, ale jako pełnoprawny gracz filmowy, zdolny konkurować z największymi studiami Hollywood.


Wypowiedź Sarandosa może również uspokoić właścicieli kin, którzy obawiają się dalszego skracania okien dystrybucyjnych przez platformy streamingowe. Jednocześnie sugeruje ona, że Netflix widzi w kinach nie zagrożenie, lecz szansę na budowanie prestiżu, wydarzeń premierowych i hitów, które później mogą zyskać „drugie życie” w streamingu.


Na razie nie wiadomo, czy i kiedy potencjalna sprzedaż Warner Bros dojdzie do skutku. Jednak już sama deklaracja Sarandosa pokazuje, że Netflix coraz śmielej redefiniuje swoją rolę w ekosystemie filmowym – z naciskiem nie tylko na oglądalność w domu, ale także na sukces kasowy i rywalizację o uwagę widzów od pierwszego weekendu w kinach.


Gdy Ted Sarandos planuje to, co może okazać się maratonem, a nie sprintem, prowadzącym Netfliksa do ewentualnego przejęcia Warner Bros. w megatransakcji wartej ponad 83 miliardy dolarów, musi mieć na uwadze nie tylko rynki, regulatorów i inwestorów. W całym procesie jest też jeden szczególny „widz”, którego opinia może okazać się kluczowa: Donald Trump.


Współdyrektor generalny Netfliksa złożył niezapowiedzianą wizytę w Białym Domu 24 listopada, zaledwie kilka dni przed tym, jak na początku grudnia ujawniono, że oferta Netfliksa na przejęcie części studyjnej Warner Bros. została uznana przez konglomerat kierowany przez Davida Zaslava za zwycięską. Ten timing nie umknął uwadze branży medialnej ani politycznych obserwatorów.


Od tego momentu Sarandos bardzo ostrożnie dobiera słowa, pytany o to, jak Donald Trump postrzega potencjalną transakcję. Sam prezydent również wypowiedział się na ten temat w zaskakująco ciepłym tonie. „Ted to fantastyczny człowiek. Mam do niego ogromny szacunek” – powiedział Trump 7 grudnia, tuż przed organizacją gali Kennedy Center Honors. Jednocześnie dodał jednak zastrzeżenie, które wielu odebrało jako zapowiedź możliwych problemów regulacyjnych: „Ale to bardzo duży udział w rynku, więc zobaczymy, co się wydarzy”.


Te słowa dobrze oddają delikatną równowagę, w jakiej znajduje się dziś Netflix. Z jednej strony potencjalne przejęcie Warner Bros. byłoby historycznym krokiem, który uczyniłby z firmy Sarandosa i Reeda Hastingsa bezprecedensowego giganta łączącego streaming z klasycznym hollywoodzkim studiem. Z drugiej strony tak ogromna koncentracja władzy medialnej niemal na pewno spotkałaby się z ostrą analizą antymonopolową – szczególnie w klimacie politycznym, w którym Donald Trump nie kryje sceptycyzmu wobec wielkich technologicznych i medialnych konglomeratów.


Dlatego relacja Sarandosa z Białym Domem może okazać się równie istotna jak negocjacje z Warner Bros. Discovery czy rozmowy z regulatorami. W tej rozgrywce nie chodzi tylko o pieniądze i strategię biznesową, ale także o polityczną akceptację dla zmiany, która mogłaby na nowo zdefiniować globalny krajobraz mediów i rozrywki.


Jeśli Netflix rzeczywiście doprowadzi tę transakcję do końca, będzie to efekt długotrwałej, precyzyjnie zaplanowanej kampanii. A Donald Trump – czy tego chce, czy nie – pozostaje jednym z najważniejszych graczy, których Ted Sarandos musi przekonać po drodze.


źródło New York Times

Komentarze


bottom of page