Netflix chce zachować zespół HBO po przejęciu Warner Bros. Greg Peters uspokaja twórców i rynek
- Newsroom Darius
- 24 sty
- 3 minut(y) czytania
W długim wywiadzie dla Bena Thompsona ze Stratechery współdyrektor generalny Netflixa Greg Peters zapowiedział, że po planowanym przejęciu aktywów Warner Bros. zamierza utrzymać „ten zespół HBO” w niezmienionym składzie. Peters podkreślił, że zarówno on, jak i drugi co-CEO Netflixa Ted Sarandos, są zgodni co do potrzeby zachowania ludzi odpowiedzialnych za sukces HBO.
To deklaracja istotna, bo choć większość branżowych obserwatorów spodziewała się takiego ruchu, wcześniej nie padła ona w tak jednoznacznej formie. Decyzja wydaje się logiczna, biorąc pod uwagę to, co Casey Bloys i jego współpracownicy osiągnęli w ostatnich latach, budując renomę HBO jako domu dla prestiżowych, autorskich produkcji.
Jednocześnie wciąż nie jest jasne, jak Netflix planuje zintegrować HBO/Max od strony produktowej. Zapytany o to, czy po sfinalizowaniu transakcji HBO (Max) i Netflix staną się jedną usługą, czy pozostaną dwoma oddzielnymi platformami, Peters odpowiedział dyplomatycznie: „To jest coś, co musimy jeszcze przemyśleć”.
„Chcemy nad tym popracować” – dodał. „Z naszego doświadczenia we współpracy z innymi partnerami wiemy, że są tu realne korzyści. Możemy stworzyć rozwiązanie typu win-win: lepszy produkt dla konsumentów, w dłuższej perspektywie niższą cenę i model, który lepiej działa biznesowo. Wiemy, że to jest możliwe”.
Netflix co prawda nigdy wcześniej nie integrował innego serwisu streamingowego bezpośrednio ze swoją platformą, ale w ostatnich latach eksperymentował z pakietami i partnerstwami. Przykładem jest długofalowa współpraca z AMC, w ramach której wybrane treści AMC i AMC Studios są dostępne i promowane na Netflixie pod szyldem „AMC Collection”.
Niezależnie od tego, czy finalnie zobaczymy NetflixHBOMax, Netflix + HBO Max, czy raczej „kolekcję HBO” wewnątrz Netflixa, Peters wyraźnie daje do zrozumienia, że kluczowe jest dla niego utrzymanie talentów. Odnosząc się do pytania o zachowanie tożsamości HBO, powiedział wprost: „Czuję się bardzo pewnie, bo zamierzamy zachować zespół HBO. To zespół, który potrafi pracować z twórcami i dawać im środowisko potrzebne do opowiadania tych niesamowitych historii”.
Jak dodał, HBO pozostanie silną marką, kojarzoną z określonym typem ambitnych produkcji, a Netflix może zapewnić jej znacznie większą widownię. W praktyce oznacza to, że stanowiska Caseya Bloysa (CEO HBO) oraz Franceski Orsi (wiceprezes wykonawczej HBO ds. programowych i szefowej dramatów oraz filmów) – i zapewne wielu innych menedżerów – są bezpieczne.
Sam Bloys już wcześniej dystansował się od spekulacji na temat swojej przyszłości. W listopadzie, w rozmowie z „The Hollywood Reporter”, pytany o bezpieczeństwo posady w kontekście potencjalnego przejęcia (wówczas faworytem było Paramount), mówił, że jedyne, na czym warto się skupić, to robienie jak najlepszego programu. „Nie wiem, co się wydarzy. Duża część tego procesu jest poza naszą kontrolą” – przyznał, dodając jednak, że jest dumny z dorobku HBO i chciałby, aby ta linia była kontynuowana.
Wypowiedzi Petersa wpisują się w szerszą ofensywę medialną Netflixa, skierowaną głównie do mediów finansowych. Spółka reaguje w ten sposób na fakt, że jej akcje spadły do 52-tygodniowego minimum, a Wall Street nie jest zachwycone planem zakupu studiów Warner Bros. oraz biznesu streamingowego (w tym HBO) za 83 mld dolarów w gotówce.
Największym krytykiem tego planu pozostaje David Ellison, przewodniczący Paramount Skydance, który złożył konkurencyjną ofertę. Ellison chce przejąć całe Warner Bros. Discovery i jest gotów zapłacić za całość 108 mld dolarów. Peters w rozmowie z „Financial Times” stwierdził, że propozycja Paramount „nie przechodzi testu zdrowego rozsądku”, co wywołało ostrą reakcję ze strony RedBird Capital, jednego z partnerów finansowych Ellisonów.
Na razie jedno jest pewne: Netflix stara się uspokoić zarówno twórców, jak i inwestorów, wysyłając jasny sygnał, że nie zamierza „rozmontowywać” HBO – jednej z najbardziej prestiżowych marek w światowej telewizji.





Komentarze