Miesiąc po ataku na CSD w Berlinie ofiary po raz pierwszy opowiadają o koszmarze
- Newsroom Darius
- 4 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Miesiąc po brutalnym ataku podczas Christopher Street Day w Berlinie dwie osoby, które odniosły obrażenia zagrażające życiu, po raz pierwszy publicznie opowiedziały o wydarzeniach z 25 lipca. Sebastian S. i jego partnerka Luise D. znaleźli się wśród około 14 osób zaatakowanych wieczorem w berlińskim Tiergarten.
Jak relacjonują w rozmowach z „Die Welt” oraz w podcaście „based”, napastnik miał nagle wyskoczyć z krzaków i zaatakować grupę maczetą.
"Naprawdę myślałem, że umrę”
Według relacji Sebastiana S. napastnik najpierw zaatakował jedną z kobiet z grupy, a następnie Luise D. Mężczyzna próbował interweniować i odepchnąć sprawcę.
– Pchnąłem go, ale niestety nie dość mocno. Wtedy zadał mi silny cios maczetą – wspomina 47-latek.
W wyniku ataku Sebastian S. doznał poważnych obrażeń. Uszkodzone zostały jego żebra i płuco. Mężczyzna stracił dużo krwi i upadł na kolana.
– Naprawdę myślałem, że umrę. Krew lała się ze mnie strumieniami – relacjonował.
Pierwszej pomocy udzieliła mu młoda kobieta, która założyła opatrunek uciskowy. Pomagali również policjant i ratownik medyczny. W szpitalu Sebastian S. przeszedł operację trwającą pięć i pół godziny. Jeden z płatów jego płuca musiał zostać usunięty. Mężczyzna ma wkrótce rozpocząć rehabilitację i, jak przyznaje, nadal cierpi z powodu koszmarów.
Luise D. również była w stanie krytycznym
Luise D. także została wielokrotnie zaatakowana w górną część ciała. Straciła przytomność i przez wiele godzin znajdowała się w stanie krytycznym.
Sebastian S. twierdzi, że pozostali członkowie grupy próbowali powstrzymać napastnika, używając między innymi butelek, kopniaków i pięści.
Oboje zwracają uwagę, że atak z użyciem maczety był ich zdaniem znacznie mniej obecny w debacie publicznej niż inne wydarzenia związane z atakiem podczas CSD.
– Mój atak jakby się nie wydarzył. Mogłam zginąć, mogłam zostać osobą z niepełnosprawnością, mogłam zostać oszpecona – powiedziała Luise D.
Ofiary podkreślają, że nawet podczas spotkania z burmistrzem Berlina Kaiem Wegnerem 24 sierpnia uwaga miała skupiać się przede wszystkim na ataku samochodowym.
– Ani słowa o maczecie – powiedział Sebastian S.
Maczeta wciąż nie została odnaleziona
Nadal nie jest jasne, czy za atak z użyciem maczety odpowiadał Abdul Ballout, określany przez niemieckie media i śledczych jako islamista i ekstremista. Mężczyzna został później zastrzelony przez policyjną jednostkę specjalną SEK w ogrodzie działkowym w berlińskim Spandau.
Luise D. ma wątpliwości, czy napastnikiem był właśnie Ballout. Twierdzi, że mężczyzna, który zaatakował grupę, był niższy od osoby początkowo opisywanej jako mającej od 190 do 195 centymetrów wzrostu. Sebastian S. przekazał jednak, że rozpoznał Ballouta na zdjęciach pokazanych mu przez śledczych w szpitalu.
Maczeta, której użyto podczas ataku, wciąż nie została odnaleziona. Policja kilkakrotnie przeszukiwała Tiergarten oraz rzekę Sprewę.
W rozmowach z mediami oboje poszkodowani skrytykowali również policję i prokuraturę za brak informacji o postępach śledztwa.
– Oni ciągle chcą informacji od nas. My natomiast praktycznie nie otrzymujemy od nich żadnych informacji – powiedziała Luise D.
Komentarze