top of page

Michael Johnston o dorastaniu w religijnej rodzinie: „Myślałem, że jestem obrzydliwy”

Zdjęcie autora: Newsroom Darius
Newsroom Darius
3 dni temu
2 minut(y) czytania

Michael Johnston, aktor znany z serialu „Teen Wolf” i filmu „Obsession”, opowiedział o dorastaniu w rodzinie baptystów z Południa Stanów Zjednoczonych oraz o trudnej drodze do zaakceptowania swojej orientacji seksualnej. Jak przyznał w wywiadzie dla magazynu „Attitude”, jako dziecko słyszał w kościele, że homoseksualność jest powodem do potępienia, co wywoływało w nim strach i poczucie wstydu.


Johnston wychowywał się w Karolinie Północnej. Po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że pociągają go mężczyźni, gdy miał około 11–12 lat. W tamtym czasie odkrycie to było dla niego, jak sam wspomina, przerażające.


„Wszystko, czego nauczyłem się w kościele, sprowadzało się do tego, że bycie gejem jest najgorszą rzeczą, jaka może cię spotkać, i że trafisz prosto do piekła” – powiedział aktor w rozmowie z „Attitude”.


Wychowany w rodzinie baptystów Johnston regularnie uczestniczył w niedzielnych nabożeństwach i uczył się wersetów biblijnych. Z czasem zaczął postrzegać własną orientację przez pryzmat przekonań, które poznawał w dzieciństwie.

„Jestem obrzydliwością, jestem odrażający” – tak opisał myśli, które towarzyszyły mu w tamtym okresie.


Aktor próbował ukrywać swoją seksualność i dostosowywać się do oczekiwań otoczenia. Umawiał się między innymi z dziewczyną i starał się nie zachowywać w sposób, który mógłby zostać uznany za zniewieściały.


Przełom nastąpił po przeprowadzce z Karoliny Północnej do Los Angeles, do której doszło, gdy miał 18 lat. Ważną rolę w procesie samoakceptacji odegrała również jego praca aktorska, zwłaszcza wcielanie się w postacie homoseksualne.


Johnston zagrał Coreya Bryanta, otwarcie homoseksualnego bohatera serialu „Teen Wolf”, a następnie wystąpił w queerowym dramacie „Slash”. Jak przyznał, podejmował te role, zanim sam otwarcie mówił o swojej orientacji.


Wspominał również, że jedna z jego ciotek żartowała, iż granie homoseksualnych postaci może go „nawrócić”. Z perspektywy czasu aktor ocenia jednak, że te doświadczenia pomogły mu lepiej zrozumieć samego siebie.


„Kiedyś uważałem to za słabość, a teraz myślę, że to siła, ponieważ dzięki temu stałem się bardziej empatyczny” – powiedział Johnston, odnosząc się do swojej seksualności.


Aktor podkreślił także, jak ważna jest obecność osób LGBTQ+ w filmach i serialach. Przyznał, że kiedy dorastał, możliwość zobaczenia homoseksualnych bohaterów na ekranie dawała mu poczucie, że nie jest sam.


„Kiedy dorastałem i widziałem homoseksualną postać, myślałem: Wow, są też inni. Nie jestem sam. Jeśli mogę być dla kogoś taką osobą, to coś niesamowitego” – powiedział.


Johnston ma otrzymać nagrodę filmową podczas gali Attitude Awards 2026, co wiąże się z rosnącym zainteresowaniem jego rolą w filmie „Obsession”. Wydarzenie organizowane jest we współpracy z Virgin Atlantic i M&S, a jego partnerem technologicznym jest Polestar.


Aktor zapowiedział również, że w przyszłości pojawi się w kolejnym projekcie queerowym. Nie ujawnił szczegółów produkcji, ale podkreślił, że z entuzjazmem czeka na możliwość zagrania tej roli i na bardziej zmysłową scenę.


Historia Johnstona pokazuje, jak silny wpływ na postrzeganie własnej tożsamości mogą mieć przekonania wyniesione z domu i wspólnoty religijnej, a także jak ważne dla procesu samoakceptacji mogą być widoczność osób LGBTQ+ i reprezentacja w kulturze.


Komentarze


bottom of page