Dokument Netflixa ujawnia przemoc i manipulację w kościele. „To nie jest duchowość, to niewolnictwo”
- Newsroom Darius
- 1 godzinę temu
- 3 minut(y) czytania
Serial dokumentalny Netflixa Death of the Pastor’s Wife przedstawia historię pastora Johna-Paula „JP” Millera i jego żony oraz pokazuje, jak religijna retoryka może być wykorzystywana do usprawiedliwiania przemocy, kontroli i wykorzystywania seksualnego.
Miller, pastor Solid Rock Church, przekonywał swoich wiernych, że żona odmawiająca mężowi seksu „zaprasza diabła” do małżeństwa. Twierdził również, że odmawianie współżycia można porównać do gwałtu, handlu ludźmi czy homoseksualności. Swoje poglądy przedstawiał jako wynikające z Biblii i chrześcijańskiej doktryny.
Według dokumentu jego żona twierdziła, że Miller domagał się seksu nawet cztery razy dziennie, przedstawiając współżycie jako duchowy obowiązek żony. Kobieta oskarżała go także o niewierność i wykorzystywanie. Według autora komentarza Miller miał przedstawiać zarzuty wobec siebie jako element „Bożego planu”, a wraz z pogarszaniem się jego sytuacji coraz silniej akcentować w kazaniach posłuszeństwo i podporządkowanie kobiet.
Najbardziej niepokojącym elementem historii — zdaniem autora — nie są jednak wyłącznie działania samego pastora, lecz reakcja jego wiernych, którzy przyjmowali jego twierdzenia bez wyraźnego sprzeciwu.
John Casey z Advocate łączy tę historię z własnymi doświadczeniami dorastania w Kościele katolickim. Wspomina, że po śmierci jego ojca jeden z księży, którzy wcześniej bywali w domu rodzinnym, próbował go molestować. Duchowny miał później nadal głosić z ambony kazania o grzechu, posłuszeństwie i przestrzeganiu nauczania Jezusa.
Według Johna pogłoski dotyczące księdza przez lata pojawiały się w kolejnych parafiach. Gdy się nasilały, duchowny był przenoszony w inne miejsce, gdzie — jak opisuje John — cykl zaczynał się od nowa.
John przywołuje również historię znajomego z czasów szkoły średniej, który został duchownym i prowadził kościół oraz działalność młodzieżową. Gdy wybuchł skandal dotyczący finansowania przez Chick-fil-A organizacji sprzeciwiających się prawom osób LGBTQ+, znajomy miał zdecydowanie bronić firmy, mimo że wiedział o homoseksualności Johna.
W tekście Johna pojawia się także przykład krewnych Johna związanych z siecią skrajnie prawicowych pastorów. Jeden z duchownych, którego kazania rozpowszechniali członkowie rodziny, został później aresztowany pod zarzutem próby nakłonienia 13-letniego chłopca do kontaktów seksualnych.
John zastrzega, że przywoływane przez niego przypadki są osobistymi doświadczeniami i nie stanowią wyników badania statystycznego. Jego zdaniem pokazują jednak mechanizm, w którym autorytet duchownego, religijna hierarchia i bezkrytyczna lojalność wiernych mogą tworzyć warunki sprzyjające nadużyciom.
Jego krytyka obejmuje również część amerykańskiej prawicy ewangelikalnej i jej poparcie dla Donalda Trumpa. John argumentuje, że niektórzy religijni przywódcy wykorzystują Biblię do uzasadniania politycznej lojalności wobec prezydenta mimo jego kontrowersyjnej przeszłości prezydenta.
Jednocześnie podkreśla, że nie każdy pastor, ksiądz czy duchowny jest sprawcą nadużyć. Jego zdaniem najbardziej wstrząsające w historii przedstawionej w Death of the Pastor’s Wife jest jednak nie tylko zachowanie Millera, ale także gotowość części jego wiernych do przyjmowania skrajnych twierdzeń jako elementu wiary.
„Skandalem nie był tylko człowiek stojący za amboną. Był nim każdy, kto siedział w ławie i pomylił jego pewność siebie z głosem Boga” — konkluduje John.
źródło The Advocate Magazine
Ten problem nie jest zresztą obcy także Polsce. Biblia i religia również bywają wykorzystywane jako narzędzie politycznej walki — od środowisk kibolskich organizujących zjazdy na Jasnej Górze po Radio Maryja, gdzie język religijny niejednokrotnie miesza się z ostrą walką polityczną i atakowaniem przeciwników.
Historia pokazuje, że samo połączenie religii z polityką może być niezwykle niebezpieczne. Przez wieki religijne uzasadnienia służyły do prześladowania, dyskryminacji i zabijania ludzi. Chrześcijaństwo ma za sobą nie tylko historię prześladowań własnych wyznawców, ale również okresy, w których jego instytucje i władza polityczna usprawiedliwiały prześladowanie przeciwników, tortury czy palenie ludzi na stosach.
Podobny problem można obserwować również w innych religiach. W islamie także istnieją ruchy, które próbują podporządkować politykę interpretacjom religijnym i usprawiedliwiać w ten sposób przemoc. Nie jest to jednak problem „islamu” jako takiego — tak samo jak nie jest to problem wyłącznie chrześcijaństwa.
Widać to również w konflikcie izraelsko-palestyńskim, gdzie religia, tożsamość narodowa i polityka są ze sobą głęboko splątane. Religijne argumenty bywają wykorzystywane do uzasadniania roszczeń terytorialnych, przemocy i odmawiania drugiej stronie prawa do istnienia.
I właśnie tutaj jest sedno problemu: sama religia nie musi być zagrożeniem. Problem zaczyna się wtedy, gdy religia zostaje połączona z polityczną władzą i przedstawiona jako absolutne źródło prawdy.
Kiedy polityk mówi: „Bóg tego chce”, dyskusja polityczna przestaje być zwykłym sporem między ludźmi. Przeciwnik nie jest już kimś, kto ma inne poglądy — staje się wrogiem Boga, moralności czy narodu. A skoro walka jest przedstawiana jako święta, łatwiej usprawiedliwić wszystko: upokarzanie, prześladowanie, odbieranie praw, a w skrajnych przypadkach nawet zabijanie.
Religia sama w sobie nie jest złą, jest miłością. Bombą staje się religia użyta jako narzędzie politycznej władzy, która pozwala ludziom uwierzyć, że ich przeciwnik nie jest już człowiekiem, lecz wrogiem działającym przeciwko samemu Bogu.
I właśnie dlatego rozdział religii od państwa oraz oddzielenie wiary od politycznej władzy jest tak ważne — nie po to, żeby walczyć z religią, ale żeby żadna religia nie mogła zostać wykorzystana jako usprawiedliwienie przemocy wobec innych.


Komentarze