top of page

David Ellison chce zbudować największe imperium filmowe w historii Hollywood

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 5 godzin temu
  • 1 minut(y) czytania

Po przejęciu Paramountu w ubiegłym roku, sfinansowanym w dużej mierze dzięki miliardom swojego ojca, Larry’ego Ellisona, 43-letni David Ellison przeszedł do historii jako pierwszy milenials, który przejął kontrolę nad jednym z wielkich hollywoodzkich studiów. Jesienią rodzina Ellisonów postawiła sobie jednak znacznie ambitniejszy cel: Warner Bros. Discovery.


David Ellison od dawna uchodzi za całkowite przeciwieństwo swojego ojca. Podczas gdy Larry Ellison, założyciel Oracle, był niegdyś określany przez Steve’a Jobsa mianem „modelowego przykładu ekscentrycznego, wszechmocnego prezesa”, jego syn postrzegany jest jako osoba raczej nieśmiała, techniczna i mało charyzmatyczna. W środowisku filmowym bywa opisywany jako sztywny, wręcz „robotyczny”. Po objęciu sterów w Paramount jedynym hasłem motywacyjnym, jakie zaproponował pracownikom, było dość surowe „Let’s fucking go”, skracane później przez część zespołu do ironicznego podpisu „LFG” w mailach.


Mimo tego wizerunku David Ellison mierzy dziś bardzo wysoko. Jego ambicją jest stworzenie największego studia filmowo-telewizyjnego w historii. Problem w tym, że droga do tego celu jest daleka od pewnej.


W zeszłym miesiącu rada nadzorcza Warner Bros. Discovery odrzuciła ofertę Ellisonów i Paramountu, decydując się na sprzedaż filmowo-telewizyjnego ramienia studia oraz platformy HBO Max firmie Netflix. Transakcja ta mogłaby doprowadzić do powstania prawdziwego streamingowego giganta. Ellisonowie nie złożyli jednak broni — rozpoczęli próbę wrogiego przejęcia, starając się przekonać akcjonariuszy Warner Bros., że oferta Paramountu jest lepszą alternatywą.


Oczekuje się, że ta korporacyjna batalia przeciągnie się co najmniej do 2026 roku. Dla Davida Ellisona stawka jest ogromna: nie tylko przyszłość Paramountu i potencjalne przejęcie Warner Bros., ale także jego własna reputacja. Musi on udowodnić sceptycznemu Hollywood, że — mimo braku ojcowskiej charyzmy — jest wystarczająco kompetentny, by unieść ciężar największego medialnego imperium na świecie.



Komentarze


bottom of page