top of page

Chaos w Pałacu Prezydenckim? Weto Nawrockiego wobec reformy edukacji budzi poważne wątpliwości

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 5 dni temu
  • 2 minut(y) czytania

Pojawiające się informacje wokół weta prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy „Kompas jutra” rodzą fundamentalne pytania o sposób działania Pałacu Prezydenckiego. Z uzasadnienia weta wynika bowiem, że prezydent odniósł się do rozwiązań, których w zawetowanej ustawie… po prostu nie było. Krytykowane są także regulacje, które już dziś obowiązują w systemie edukacji. To prowadzi do niepokojącego wniosku: albo ustawa nie została rzetelnie przeczytana, albo decyzja miała charakter wyłącznie ideologiczny.


Prezydent Nawrocki zawetował ustawę mającą wprowadzić reformę edukacji, argumentując, że jest ona „próbą indoktrynacji, zabieraniem wolności i likwidacją obowiązku uczenia się”. Te zarzuty padły jeszcze przed formalnym wetem, podczas spotkania w Pałacu Prezydenckim. Problem polega na tym, że wiele z tych twierdzeń nie znajduje odzwierciedlenia w treści samej ustawy.


Ministerstwo Edukacji Narodowej od początku zapowiadało, że jest przygotowane na prezydenckie weto. Plan B zakłada wprowadzanie kluczowych zmian za pomocą rozporządzeń – i, jak zapewniała w TOK FM wiceministra edukacji dr Katarzyna Lubnauer, ten proces już trwa. Rozporządzenie dotyczące podstaw programowych znajduje się obecnie w departamencie prawnym MEN.


Jednocześnie wiceministra podkreślała, że weto prezydenta osłabia możliwość systemowego egzekwowania niektórych standardów. Przykładem są tzw. doświadczenia edukacyjne, które – gdyby znalazły się również w ustawie – mogłyby być obowiązkowo uwzględniane przy ocenianiu pracy ucznia w każdej polskiej szkole. Dziś są one standardem w wielu placówkach, ale bez umocowania ustawowego ich powszechność staje się trudniejsza do zapewnienia.


Najwięcej kontrowersji wzbudziło jednak samo uzasadnienie weta, które MEN otrzymał już po decyzji prezydenta. Jak zwróciła uwagę dr Lubnauer, dokument zawiera odniesienia do zapisów, które istniały jedynie na bardzo wczesnym etapie prac legislacyjnych, a zostały usunięte jeszcze zanim projekt trafił do Sejmu. Chodzi m.in. o kwestie regulacji godzin wychowania fizycznego czy zmiany kompetencji nauczycieli przedszkolnych – rozwiązania, z których resort edukacji wycofał się odpowiednio wcześnie lub przeniósł je do innych projektów, ostatecznie również porzuconych.


– Pałac nie zauważył, że tego w ustawie nie ma – oceniła wprost wiceministra. Jej zdaniem świadczy to o niezrozumieniu podstawowego faktu, że podstawy programowe zmienia się rozporządzeniami, a nie samą ustawą, oraz że „Kompas jutra” nie rozszerzał kompetencji ministerstwa w tym zakresie.


Zaskoczenie budził także argument dotyczący rzekomo zbyt szybkiego tempa reformy. MEN rozpoczął jej wdrażanie z dużym wyprzedzeniem, tak aby realnie weszła do szkół za około dwa i pół roku. Dla porównania – reforma edukacji Anny Zalewskiej została wprowadzona w znacznie krótszym czasie, po około półtora roku przygotowań.


W tym kontekście coraz częściej pojawia się teza, że weto prezydenta Nawrockiego miało charakter czysto ideologiczny. Jeśli rzeczywiście uzasadnienie opiera się na zapisach, które nie istnieją, rodzi się pytanie o kompetencje zaplecza eksperckiego prezydenta oraz o jego rzeczywiste intencje. Czy służby Pałacu Prezydenckiego dokładnie przeanalizowały dokument, który trafił na biurko głowy państwa?


Dla wielu obserwatorów sprawa ta jest nie tylko politycznym sporem o edukację, ale także testem wiarygodności prezydentury Karola Nawrockiego. Jeśli utrwali się przekonanie, że decyzje podejmowane są bez rzetelnej analizy lub w złej wierze, społeczne poparcie może szybko stopnieć. Pozostaje poczucie straconego czasu i zaprzepaszczonych szans na spokojną, merytoryczną reformę polskiej szkoły.

Komentarze


bottom of page