Umowy Netflixa i Paramount są złe dla Warner Bros. Discovery – i demokracji
- Newsroom Darius
- 16 godzin temu
- 4 minut(y) czytania

Donald Trump chce sprzedaży CNN. Mówił o tym wielokrotnie i publicznie, domagając się, by stacja „została sprzedana” w ramach każdej transakcji dotyczącej Warner Bros Discovery. Teraz jedna z największych firm medialnych w USA ściga się, by spełnić jego oczekiwania, podczas gdy inna dąży do konsolidacji swojej władzy. Środowe przesłuchanie komisji sądownictwa Izby Reprezentantów poświęcone konkurencji na rynku streamingu – podczas którego ustawodawcy wyrażali obawy co do wpływu administracji Trumpa oraz skutków potencjalnej fuzji dla konsumentów – jasno pokazało, jak niebezpieczne są oba te scenariusze dla wolności słowa, odbiorców i samej demokracji.
Netflix złożył ofertę 82,7 mld dolarów za Warner Bros Discovery, na co odpowiedzią była wroga oferta przejęcia Paramount Skydance opiewająca na 108 mld dolarów, kierowana przez Davida Ellisona, syna sojusznika Trumpa – Larry’ego Ellisona. Żadna z tych transakcji nie leży w interesie publicznym i obie stanowią zagrożenie dla przyszłości wolnej ekspresji. Każda z nich prowadziłaby do bezprecedensowej koncentracji władzy nad tym, co Amerykanie oglądają i jakie historie są opowiadane.
Dzieje się to w momencie, gdy administracja Trumpa otwarcie instrumentalizuje procedury antymonopolowe, by wymuszać ustępstwa redakcyjne od firm medialnych rozpaczliwie zabiegających o zgody regulatorów.
To nie spekulacje – to już się dzieje. Paramount zapłacił 16 mln dolarów w ugodzie z Trumpem w zeszłym roku, kończąc pozbawiony podstaw pozew dotyczący CBS. W trakcie starań o zgodę Federalnej Komisji Łączności (FCC) na fuzję firma powołała Kennetha R. Weinsteina – niegdyś nominowanego przez Trumpa na ambasadora w Japonii – na „monitora stronniczości” w CBS News. Ten bezprecedensowy krok został potępiony przez komisarz FCC Annę Gomez jako „niespotykane wcześniej formy rządowej kontroli nad decyzjami newsroomów”, które „naruszają zarówno pierwszą poprawkę, jak i prawo”.
Skutki dla wolności słowa były natychmiastowe. Producent „60 Minutes” Bill Owens zrezygnował w kwietniu w trakcie rozmów ugodowych. Kilka tygodni później odeszła prezes CBS News Wendy McMahon. Program Stephena Colberta został skasowany jeszcze przed fuzją Paramount–Skydance – co wyglądało na gest wobec Trumpa, mający ułatwić transakcję. Teraz ta sama grupa właścicielska ma rzekomo obiecywać „radykalne zmiany” w CNN – dokładnie to, czego Trump się domagał.
Na pierwszy rzut oka łagodniejszym graczem wydaje się Netflix, lecz i on stanowi poważne zagrożenie. Choć CNN jest obecnie wyłączone z umowy i miałoby zostać wydzielone – wraz z częścią dawnych kanałów kablowych – do nowej spółki Discovery Global, największa na świecie platforma subskrypcyjna ma własną historię ulegania naciskom politycznym. W 2019 r., po usunięciu satyrycznego programu krytycznego wobec Arabii Saudyjskiej, dyrektor generalny Netflixa Reed Hastings bronił decyzji słowami: „Nie jesteśmy w biznesie informacyjnym. Nie próbujemy mówić ‘prawdy władzy’. Chcemy bawić”.
To fałszywa alternatywa. Rozrywka kształtuje sposób, w jaki ludzie rozumieją świat – często docierając tam, gdzie samo dziennikarstwo nie sięga. Dorobku Netflixa w uleganiu naciskom nie można bagatelizować jako sporu o „rozrywkę”, zwłaszcza że najbardziej dotknięte są treści pogranicza dziennikarstwa: satyra, dokument i dramat historyczny – od dawna pełniące funkcję rozliczania władzy, gdy media informacyjne są pod presją. Gdy politycznie wrażliwe historie są usuwane, ograniczane albo w ogóle niezamawiane, społeczeństwa tracą kluczowy kanał testowania idei, konfrontowania niesprawiedliwości i spotkania z niezgodą – a skutki są tym poważniejsze, im słabsza staje się wolność prasy.
Co więcej, przesłuchanie pokazało, że Netflix to nie „kolejne studio” kupujące konkurenta. To big tech rozszerzający władzę platformową na system studiów Hollywood i – pośrednio – na dziennikarstwo.
Netflix zagraża wolności słowa poprzez siłę rynkową, a Paramount Skydance – poprzez udokumentowaną kapitulację. Oba scenariusze są złe. Oddanie rodzinie Ellisonów kontroli nad CBS News i CNN oznaczałoby podporządkowanie dwóch najbardziej wpływowych redakcji w kraju miliarderom, którzy już dowiedli gotowości tłumienia dziennikarstwa, by zyskać przychylność prezydenta. To nie abstrakcyjne obawy o własność, lecz udokumentowany wzorzec zachowań.
Wiemy też, co konsolidacja robi branży rozrywkowej. Po przejęciu Foxa przez Disneya skasowano wiele projektów filmowych, a sześć lat później liczba premier kinowych pozostaje na najniższym poziomie od dekady. Paramount skasował dziecięcy program „Dora” – reboot „Dory poznaje świat” z latynoską bohaterką – po fuzji ze Skydance. Od 2014 r. Netflix wielokrotnie podnosił ceny, spowalniał produkcję treści uznanych za „zbyt polityczne” i kasował popularne seriale mimo wysokiej oglądalności. Gdy rynki twórcze się konsolidują, maleje liczba nabywców i dystrybutorów dla ambitnych historii, co sprzyja autocenzurze w całym sektorze.
Netflix działa zasadniczo inaczej niż tradycyjne studia. Warner Bros – podobnie jak wcześniej Disney i Universal – licencjonował treści konkurentom. Netflix tego nie robi: produkuje wyłącznie na własny użytek, trzyma wszystko za paywallem i za pomocą nieprzejrzystych algorytmów decyduje, co zyskuje widoczność, co znika, a co nigdy nie powstaje. Po przejęciu WBD Netflix kontrolowałby także prestiżowe programy HBO oraz ogromną bibliotekę filmową Warner Bros – wszystko zamknięte w algorytmicznym „ogrodzie”, który kształtuje to, co ogląda ponad 300 mln subskrybentów na świecie. Taka transakcja wyeliminowałaby jednego z największych nabywców treści niezależnych i przyspieszyła integrację pionową, tworząc potencjalnie największą firmę rozrywkową globu.
Stany Zjednoczone kiedyś dostrzegały to zagrożenie. W 1948 r. Sąd Najwyższy w sprawie United States v. Paramount Pictures zmusił studia Hollywood do sprzedaży sieci kin, uznając, że kontrola zarówno produkcji, jak i dystrybucji nadmiernie koncentruje władzę nad kulturą i przekazem. Dziś Netflix łączy oba te elementy – bez porównywalnych ograniczeń strukturalnych.
Obie transakcje toczą się w czasie bezprecedensowego ataku administracji Trumpa na wolność prasy: podważania niezależności instytucji (w tym FCC) i obchodzenia demokratycznej kontroli. Zbyt wiele wielkich firm medialnych odpowiada na to nie oporem, lecz ugodami, wycofywaniem zobowiązań różnorodnościowych, manipulowaniem kierownictwem redakcji i pielgrzymkami do Mar-a-Lago.
FCC i Departament Sprawiedliwości mają zarówno uprawnienia, jak i obowiązek odrzucić transakcje zagrażające interesowi publicznemu i prawdopodobnie naruszające prawo antymonopolowe. Muszą działać teraz. Każde z tych przejęć przekazałoby nadzwyczajną władzę nad mową i kulturą korporacjom działającym pod presją władzy wykonawczej. To nie jest umowa dla demokracji.
źródło The Guardian






Komentarze