Ujawnione wewnętrzne memorandum ICE wywołuje alarm konstytucyjny w USA
- Newsroom Darius
- 22 sty
- 3 minut(y) czytania

Ujawnione niedawno wewnętrzne memorandum amerykańskiej agencji Immigration and Customs Enforcement (ICE) wywołało falę oburzenia wśród obrońców praw obywatelskich i konstytucjonalistów. Dokument, którego treść opisała agencja Associated Press, ma – zdaniem krytyków – otwarcie podważać ochronę gwarantowaną przez Czwartą Poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych.
Według AP, ICE zaczęła powoływać się na wewnętrzne wytyczne, które pozwalają funkcjonariuszom siłowo wchodzić do prywatnych domów bez nakazu wydanego przez sędziego, opierając się wyłącznie na tzw. administracyjnym nakazie aresztowania, podpisanym wewnątrz samej agencji.
Koniec zasady „bez nakazu – nie otwieraj”
Przez lata organizacje broniące praw imigrantów przekazywały rodzinom prostą zasadę: nie otwierać drzwi funkcjonariuszom ICE, jeśli nie okażą nakazu podpisanego przez sędziego. Rada ta miała solidne podstawy prawne w Czwartej Poprawce, która chroni przed nieuzasadnionymi przeszukaniami i zatrzymaniami.
Zgodnie z treścią ujawnionego memorandum, ta ochrona ma jednak – zdaniem ICE – nie obowiązywać w przypadku osób objętych ostatecznymi decyzjami imigracyjnymi.
Dokument, podpisany przez pełniącego obowiązki dyrektora ICE Todda Lyonsa i datowany na maj 2025 roku, stwierdza, że prawo konstytucyjne, ustawa imigracyjna oraz regulacje federalne „nie zakazują polegania wyłącznie na nakazach administracyjnych” przy wejściu do miejsca zamieszkania danej osoby.
„Rażące naruszenie Konstytucji”
Prawnicy i organizacje praw człowieka alarmują, że taka interpretacja prawa łamie wieloletnie standardy konstytucyjne i omija kluczową rolę niezależnych sądów jako mechanizmu kontroli władzy wykonawczej.
— To dokładnie ten rodzaj nadużyć, przed którymi Czwarta Poprawka miała chronić obywateli i mieszkańców USA — podkreślają krytycy polityki ICE.
Associated Press relacjonuje, że jej dziennikarze byli świadkami siłowego wtargnięcia funkcjonariuszy ICE do domu obywatela Liberii w Minneapolis. Agenci mieli wyważyć drzwi, wejść z bronią długą i w pełnym rynsztunku taktycznym — bez nakazu sądowego, opierając się wyłącznie na dokumencie administracyjnym.
Tajne szkolenia i zarzuty o autorytaryzm
Dodatkowe kontrowersje wzbudziły informacje pochodzące od sygnalisty, według którego memorandum jest wykorzystywane do szkolenia nowych rekrutów ICE, podczas gdy oficjalne materiały szkoleniowe — wciąż zgodne z dotychczasową interpretacją Konstytucji — są ignorowane.
Niektórzy funkcjonariusze mieli mieć dostęp do dokumentu wyłącznie pod nadzorem, bez możliwości robienia notatek, a po lekturze byli zobowiązani do jego zwrotu. Krytycy określają te praktyki jako „niebezpiecznie zbliżone do metod autorytarnych”.
Prawa konstytucyjne nie znikają przy drzwiach
ICE utrzymuje, że osoby objęte działaniami agencji przeszły „pełną procedurę prawną” w ramach postępowań imigracyjnych. Eksperci podkreślają jednak, że postępowanie imigracyjne nie unieważnia ochrony Czwartej Poprawki, która — zgodnie z orzecznictwem — obejmuje wszystkich przebywających na terytorium USA.
Zdaniem prawników, stworzenie precedensu pozwalającego federalnym agencjom na siłowe wejścia do domów bez kontroli sądowej może mieć dalekosiężne konsekwencje, wykraczające poza kwestie imigracyjne.
— Jeśli dziś można to zrobić imigrantom, jutro granica może przesunąć się dalej — ostrzegają obrońcy praw obywatelskich.
Szef CBP Greg Bovino został zauważony, jak rzuca gazem w protestujących w Minneapolis
Antonia Hylton z MS NOW ma ekskluzywny reportaż o coraz bardziej agresywnej taktyce ICE. Dzieje się to po doniesieniach, że administracja Trumpa zaczęła rozszerzać swoją działalność federalną.
Po burzliwych reakcjach, jakie wywołała decyzja nowej redaktor naczelnej programu „60 Minutes”, Bari Weiss, kontrowersyjny reportaż, który w zeszłym miesiącu został wstrzymany na kilka godzin przed planowaną emisją, ostatecznie trafił na antenę w niedzielę – bez żadnych zmian.
Decyzja o przesunięciu materiału w ostatniej chwili wywołała falę krytyki ze strony dziennikarzy, komentatorów medialnych i części opinii publicznej. Zarzucano kierownictwu programu ingerencję redakcyjną oraz podważanie niezależności jednego z najbardziej renomowanych magazynów reporterskich w amerykańskiej telewizji.
Niedzielna emisja potwierdziła jednak, że materiał nie został ani skrócony, ani przeredagowany, co część obserwatorów uznała za próbę załagodzenia kryzysu wizerunkowego i odbudowania zaufania widzów.
Sprawę komentował Michael S. Schmidt z „The New York Times”, który zwrócił uwagę na szerszy kontekst napięć w amerykańskich mediach, gdzie decyzje redakcyjne coraz częściej są interpretowane przez pryzmat polityki, presji korporacyjnej i walki o wiarygodność.


Komentarze