top of page

To dzieje się w Unii Europejskiej. Słowacja ogranicza prawa osób LGBTQIA+, a Polska nie jest lepsza.

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 3 godziny temu
  • 2 minut(y) czytania

Słowacja jest członkiem Unii Europejskiej. Mimo to w 2025 roku kraj przyjął zmiany konstytucyjne uznające wyłącznie dwie płcie oraz znacząco ograniczające możliwość adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Decyzje te spotkały się z krytyką organizacji zajmujących się ochroną praw człowieka, a Komisja Europejska wszczęła już postępowania dotyczące części nowych przepisów.


To nie dzieje się w odległym autorytarnym państwie. To dzieje się w samym sercu Unii Europejskiej.


Dla wielu osób jest to sygnał ostrzegawczy pokazujący, że prawa obywatelskie nie są dane raz na zawsze. Zmiany prawne mogą następować stopniowo – poprzez kolejne ustawy, poprawki konstytucyjne i decyzje polityczne, które z czasem prowadzą do ograniczania wcześniej gwarantowanych wolności.


Jeżeli ta sytuacja budzi niepokój, istnieją konkretne działania, które można podjąć. Można kontaktować się ze swoimi przedstawicielami politycznymi, zwracać się do instytucji europejskich z pytaniami o podejmowane kroki, wspierać słowackie organizacje działające na rzecz społeczności LGBTQIA+ oraz nagłaśniać temat w przestrzeni publicznej.


Debata o prawach człowieka nie kończy się na granicach jednego państwa. Decyzje podejmowane w jednym kraju mogą wpływać na kierunek zmian w całej Europie. Dlatego tak ważne jest śledzenie wydarzeń, uczestnictwo w debacie publicznej i reagowanie wtedy, gdy pojawiają się próby ograniczania praw mniejszości.


Prawa rzadko znikają nagle. Najczęściej są ograniczane stopniowo – jedna ustawa, jeden kraj i jedno milczenie naraz.


Podobnie w Polsce, pewni politycy są zdolni odbierać dzieci tęczowy rodzinach, gdzie polityczne partie chcą zakazywać adopcji dzieci przez osoby homoseksualne. To nie tylko Słowacja ale także w Polsce dzieje się.



Minister Andrzej Domański zapowiedział w TVN24, że porozmawia ze swoim francuskim odpowiednikiem o opodatkowaniu nagrody wywalczonej przez Maję Chwalińską podczas turnieju w Paryżu. Według medialnych doniesień tenisistka może zapłacić we Francji znaczną część wygranej w podatku. Sam fakt, że temat trafił do ogólnopolskiej debaty, wystarczył, by minister publicznie zadeklarował zainteresowanie sprawą.


Tymczasem od trzech tygodni bez odpowiedzi pozostaje prośba o spotkanie dotyczące problemów, które dotykają tysiące polskich rodzin tworzonych przez pary jednopłciowe.


Nie chodzi o symboliczne gesty ani o zmianę ustaw. Chodzi o rozwiązania, które Ministerstwo Finansów mogłoby wprowadzić w ramach swoich kompetencji. ZUS i NFZ już wcześniej zadeklarowały, że będą uznawać skutki zagranicznych małżeństw zawartych przez polskich obywateli niezależnie od płci małżonków. Resort finansów mógłby podobnie wydać interpretację ogólną przepisów podatkowych dotyczącą wspólnego rozliczania czy dziedziczenia.


Dziś osoby pozostające w takich związkach często są przez państwo traktowane jak osoby obce. W praktyce oznacza to, że po śmierci współmałżonka mogą zostać obciążone podatkiem od spadku, który przy obecnych cenach nieruchomości sięga dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych. Dla wielu rodzin oznacza to ryzyko utraty mieszkania lub konieczność odrzucenia spadku, na który wspólnie pracowały przez lata.


Skoro minister finansów jest gotów zainteresować się opodatkowaniem sportowej nagrody zdobytej za granicą, trudno nie zapytać, dlaczego równie pilne problemy polskich obywateli nadal pozostają bez odpowiedzi. Pytanie nie brzmi, czy państwo może coś zrobić. Pytanie brzmi, dlaczego w jednych sprawach znajduje czas natychmiast, a w innych milczy tygodniami.

Komentarze


bottom of page