top of page

Sąd Najwyższy USA na froncie wojny kulturowej. Stawką są prawa transpłciowych dziewcząt

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 21 godzin temu
  • 2 minut(y) czytania

We wtorek Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy bezpośrednio zajmie się jednym z najbardziej zapalnych sporów współczesnej Ameryki: czy transpłciowe dziewczęta mogą rywalizować w szkolnych sportach razem z innymi dziewczętami.


Sprawa dotyczy ustaw z Idaho i Wirginii Zachodniej, które zakazują transpłciowym uczennicom udziału w żeńskich drużynach sportowych. Dotychczas sądy federalne blokowały te przepisy, uznając je za dyskryminujące „ze względu na płeć” – zarówno w świetle Konstytucji USA, jak i ustawy Title IX, która od dekad chroni równość kobiet i dziewcząt w sporcie.


Decyzja Sądu Najwyższego może mieć jednak znacznie szersze konsekwencje. Podobne regulacje obowiązują bowiem w 27 stanach, a ich los zależy od tego, jak sędziowie zinterpretują pojęcie płci w kontekście sportu, prawa i praw człowieka.


Symbolem tej batalii stała się Becky Pepper Jackson – 15-letnia uczennica z Wirginii Zachodniej, jedyna otwarcie transpłciowa zawodniczka sportowa w tym stanie. Becky od trzeciej klasy identyfikuje się jako dziewczynka i – co kluczowe – nigdy nie przeszła męskiego dojrzewania, dzięki stosowaniu blokerów pubertetu.


Mimo to stanowe prawo wyklucza ją z rywalizacji w żeńskich zawodach lekkoatletycznych. Becky i jej rodzina argumentują, że nie posiada ona żadnej fizycznej przewagi nad rówieśniczkami, a jej wyniki sportowe są efektem ciężkiej pracy, a nie biologii.


Ktoś musi to zrobić. Ktoś musi się sprzeciwić, inaczej te prawa po prostu zostaną – mówi nastolatka.


Władze stanowe przedstawiają sprawę zupełnie inaczej. Prokurator generalny Wirginii Zachodniej przekonuje, że podział sportu według płci biologicznej jest konieczny dla zachowania uczciwej rywalizacji i bezpieczeństwa dziewcząt.


To argument, który od lat dominuje w konserwatywnej narracji: męskie dojrzewanie, wyższy poziom testosteronu, większa masa mięśniowa – wszystko to ma rzekomo przekładać się na trwałą przewagę w sporcie. Tyle że w przypadku Becky – jak zauważają lekarze i organizacje praw człowieka – te założenia po prostu się nie sprawdzają.


Co więcej, badania medyczne wskazują, że przed okresem dojrzewania różnice sportowe między płciami są minimalne. Mimo to ustawodawcy coraz częściej sięgają po rozwiązania zero-jedynkowe, ignorując indywidualne przypadki i aktualny stan wiedzy.


Spór ma również wyraźny wymiar polityczny. Administracja Donalda Trumpa otwarcie popiera wykluczanie transpłciowych dziewcząt ze sportu, grożąc odebraniem funduszy szkołom, które dopuszczają je do rywalizacji. Jednocześnie sondaże pokazują, że większość Amerykanów sprzeciwia się udziałowi transdziewcząt w żeńskich drużynach.


Sąd Najwyższy znajduje się więc pod ogromną presją – społeczną, ideologiczną i polityczną. Tym bardziej że w ostatnich latach konserwatywna większość sędziowska dała stanom szeroką swobodę w ograniczaniu praw osób transpłciowych, m.in. w dostępie do opieki zdrowotnej.


Choć formalnie sprawa dotyczy zawodów szkolnych, jej znaczenie wykracza daleko poza bieżnię czy rzutnię. Chodzi o to, czy transpłciowe dzieci będą traktowane jak pełnoprawni uczestnicy życia społecznego, czy też jako problem do administracyjnego „rozwiązania”.

Dla Becky stawka jest prosta: prawo do bycia sobą.


Gram w dziewczęcej drużynie, bo jestem dziewczyną. Zmuszanie mnie do gry z chłopcami to cofanie mnie wstecz – mówi.


Wyrok Sądu Najwyższego pokaże, czy amerykańskie prawo stanie po stronie jednostki, czy podporządkuje się logice strachu i politycznej kalkulacji.


źródło ABC News

Komentarze


bottom of page