Po nagłośnieniu incydentu w Bielsku-Białej MZK i rodzina dziewczynki otrzymują groźby
- Newsroom Darius
- 5 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Po opublikowaniu nagrania przedstawiającego incydent w autobusie komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej fala hejtu i gróźb dotknęła nie tylko rodzinę jednej z dziewczynek, ale także Miejski Zakład Komunikacyjny oraz kierowcę, który zareagował podczas zdarzenia.
Jak poinformował w rozmowie z portalem naTemat rzecznik MZK Hubert Maślanka, przewoźnik otrzymuje setki e-maili oraz gróźb karalnych. Do zakładu napływają również telefony z Polski i z zagranicy, co – jak podkreślił – destabilizuje jego bieżącą pracę.
Z hejtem mierzy się także kierowca autobusu, który interweniował podczas zdarzenia, oraz rodzina jednej z dziewczynek widocznych na nagraniu.
– Mama dziewczynki była w szoku. Nie spodziewała się takiego rozgłosu i że sprawą zajmie się policja. W tej chwili jest mocno atakowana z każdej strony – powiedziała portalowi naTemat Uliana Worobec. Dodała, że celem publikacji nagrania było zwrócenie uwagi na problem przemocy wobec dzieci, a nie wywołanie fali nienawiści wobec kogokolwiek.
Worobec zaznaczyła również, że nie zna rodziny drugiej dziewczynki, ale intencją autorów publikacji było pokazanie, że podobne sytuacje mogą spotkać każde dziecko i wymagają społecznej reakcji.
Inny atak - w Gdańsku zaatakowano Białorusinkę polskiego pochodzenia w jej miejscu pracy - w kwiaciarni. Kazano jej "wypierdalać na Ukrainę", a niemal 50 letnia kobieta skończyła ze skręconą ręką.
Agnieszka Dziemianowicz Bąk: Dzisiaj patriotyzmem nie jest szczucie na ukraińskie dziewczynki w autobusie. - Nie jest nim zachęcanie UE do odwrotu i wspierania Rosji zamiast Ukrainy. Dzisiaj powinniśmy pamiętać przede wszystkim o własnym bezpieczeństwie i polskiej racji stanu.





Komentarze