Odsetek Amerykanów, którzy uważają, że ICE posunęło się „za daleko”, wzrósł z 53% do 61% obecnie.
- Newsroom Darius
- 23 sty
- 1 minut(y) czytania
Administracja Donalda Trumpa zaczyna ostrożnie zmieniać ton wobec kontrowersyjnych działań Immigration and Customs Enforcement (ICE), choć wciąż nie zapowiada realnych reform. Po zabójstwie Renee Nicole Good przez funkcjonariusza ICE oraz gwałtownym spadku poparcia społecznego dla agencji, prezydent Trump i wiceprezydent JD Vance po raz pierwszy publicznie przyznali, że w działaniach ICE mogą zdarzać się „błędy”.
Trump, który wcześniej bezpodstawnie oskarżał ofiarę o agresję wobec funkcjonariuszy, określił jej śmierć jako „straszną” i przyznał, że ICE „czasami bywa zbyt brutalne”. Vance poszedł krok dalej, deklarując możliwość kar dyscyplinarnych wobec agentów — choć tylko wtedy, gdy uzna je za „uzasadnione”, jednocześnie przerzucając odpowiedzialność za chaos na lokalne władze w Minneapolis.
Zmiana ma jednak głównie charakter retoryczny. Administracja nadal broni agresywnych i prawdopodobnie nielegalnych praktyk ICE, w tym wchodzenia do domów bez nakazu sądowego, a śledztwo w sprawie zabójstwa Good oceniane jest jako powierzchowne. Kilku federalnych prokuratorów zrezygnowało w proteście przeciwko sposobowi prowadzenia sprawy.
Presja społeczna jest wyraźna: nowe sondaże NYT–Siena i CBS–YouGov pokazują, że 61 proc. Amerykanów uważa, iż ICE „poszło za daleko”, w tym większość wyborców niezależnych i nawet część Republikanów. Administracja najwyraźniej zaczyna dostrzegać polityczny problem — choć na razie bez konkretnych działań.
Prawdziwym testem pozostaje to, czy za łagodniejszą retoryką pójdą realne ograniczenia uprawnień ICE. Jak dotąd nic na to nie wskazuje.
źródło CNN


Komentarze