„Najbardziej znany ksiądz z rzymskiego kalendarza” nigdy nie był duchownym. Po latach ujawnia prawdę
- Newsroom Darius
- 4 godziny temu
- 2 minut(y) czytania

Przez ponad dwie dekady jego twarz stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli turystycznego Rome. Czarnobiały portret młodego „księdza” zdobił słynne kalendarze z duchownymi sprzedawane w kioskach przy Colosseum, Piazza Navona czy Trevi Fountain.
Jak się jednak okazuje, mężczyzna ze zdjęcia nigdy nie był księdzem.
Za kultowym wizerunkiem stoi Giovanni Galizia, dziś niemal czterdziestoletni mieszkaniec okolic Rzymu, który pracuje jako steward i instruktor dla hiszpańskich linii lotniczych.
W rozmowie z włoskim dziennikiem „La Repubblica” Galizia opowiedział historię fotografii, która przez lata była utożsamiana z wyobrażeniem „seksownego włoskiego księdza”.
Galizia stanowczo zdementował wszelkie sugestie, jakoby miał jakikolwiek związek z Kościołem.
— Nigdy nie miałem powołania — powiedział wprost.
Jak wyjaśnił, fotografia powstała w 2004 roku podczas projektu realizowanego przez fotografa Pietro Pazzi, który chciał przedstawić włoskie miasta poprzez charakterystyczne symbole.
— Wenecja miała gondolierów, a Rzym księży — wspominał Galizia.
Do projektu trafił przypadkiem, dzięki wspólnym znajomym.
— To była zabawa. Wszystko było już przygotowane, a ja po prostu się zgodziłem — tłumaczył.
Najbardziej zaskakujący jest jednak fakt, że fotografia kojarzona na całym świecie z Rzymem została wykonana w zupełnie innym mieście.
Zdjęcie powstało przed kościołem Church of the Gesù Casa Professa w Palermo — rodzinnym mieście Galizii.
Model przyznał również, że nie był jedyną osobą w kalendarzu, która nie była prawdziwym duchownym.
— Jeszcze przynajmniej jedna osoba na pewno nie była księdzem. Być może nawet nie była Włochem — zdradził.
Choć kalendarz przez lata funkcjonował jako popkulturowy fenomen, często odbierany jako prowokacyjny lub erotyczny, Galizia nigdy nie podzielał tej interpretacji.
— Nie widzę na tym zdjęciu nic seksownego. To po prostu estetyczny portret czystej twarzy — powiedział.
Mężczyzna podkreślił również, że nigdy nie zarobił na fotografii ani jednego euro.
— To był żart. Nigdy nie prosiłem o pieniądze — stwierdził.
Jak dodał z ironią, dziś nawet nie posiada egzemplarza słynnego kalendarza.
— Po co miałbym trzymać własne zdjęcie obok gladiatorów i papieża? — żartował.
Historia miała jednak również mniej zabawną stronę. Galizia wspomina, że pewnego razu jego fotografia została wykorzystana przez internetowy portal związany z Watykanem przy artykule o księdzu oskarżonym o bluźnierstwo oraz handel narkotykami.
— Musiałem iść do sądu, żeby usunięto moje zdjęcie — powiedział.
Mimo wszystko dziś podchodzi do całej historii z dużym dystansem.
— Czas działa na wszystkich tak samo. Zostało mi po prostu wspomnienie pięknego momentu. Krótkiej migawki — podsumował.
źródło gay.it


Komentarze