Koniec globalizacji i hossa marzeń? Tego się nie da pogodzić
- Newsroom Darius
- 5 godzin temu
- 2 minut(y) czytania
Howard Lutnick ogłasza w Davos koniec globalizacji, a Donald Trump obiecuje Amerykanom… podwojenie wartości giełdy. Brzmi efektownie, tylko że te dwie tezy wzajemnie się wykluczają. I rynki zaczynają to liczyć – na zimno, bez ideologii.
Bloomberg podaje twarde dane: Europejczycy posiadają 10,4 biliona dolarów w akcjach amerykańskich, co stanowi około połowy wszystkich zagranicznych udziałów w USA. To nie jest kapitał „przyjacielski z obowiązku”. To kapitał, który może odpłynąć w każdej chwili, jeśli uzna, że ryzyko polityczne przestaje się opłacać.
A Trump robi wszystko, by to ryzyko zwiększać: groźby ceł, publiczne upokarzanie sojuszników, chaos decyzyjny i narracja w stylu „albo podporządkowanie, albo kara”. Tak nie traktuje się ludzi, którzy finansują twoją hossę.
Kapitał już głosuje nogami
To nie jest teoria. To już się dzieje.W 2025 roku europejski indeks Stoxx 600 urósł o 32 proc., podczas gdy amerykańskie giełdy tylko o 16 proc. Po raz pierwszy od dawna Europa przestaje być „nudną alternatywą”, a zaczyna wyglądać jak bezpieczniejszy port.
Trump zdaje się wierzyć, że może jednocześnie:
ogłaszać koniec globalizacji,
straszyć partnerów handlowych,
destabilizować relacje sojusznicze,
i nadal liczyć na nieograniczony napływ zagranicznego kapitału.
To myślenie życzeniowe.
Kanada była ostrzeżeniem
Wystarczy przypomnieć reakcję Kanady. Gdy Trump zaczął mówić o „51. stanie”, kanadyjscy inwestorzy zaczęli wyprzedawać amerykańskie aktywa. Nie z powodów emocjonalnych. Z powodu ryzyka politycznego.
Dziś Mark Carney mówi to już wprost: współzależność gospodarcza z USA została zamieniona w broń przeciwko sojusznikom. A jeśli coś staje się bronią, przestaje być atrakcyjne jako inwestycja.
„Dywersyfikacja” to nowe słowo-klucz
Europejscy zarządzający aktywami – tacy jak Amundi – przyznają, że odbierają telefon za telefonem od klientów, którzy chcą jednego: dywersyfikacji. Nie bojkotu. Nie manifestu. Zmniejszenia ekspozycji na USA.
To nie jest protest polityczny. To kalkulacja ryzyka.
Jeśli prezydent USA traktuje rynek jak zakładnika swojej polityki, to rynek odpowiada w jedyny możliwy sposób: wycofaniem kapitału.
Ameryka jako „toksyczne aktywo”
Trump może uważać, że Wall Street nie ma alternatywy. Ale to już nieprawda. Europa, Azja, rynki wschodzące – wszystkie oferują dziś coś, czego USA coraz częściej nie są w stanie zapewnić: przewidywalność.
I właśnie dlatego największym zagrożeniem dla amerykańskiej giełdy nie są Chiny ani Europa. Jest nim przekonanie Trumpa, że inwestorów da się zastraszyć – i jednocześnie oczekiwać od nich lojalności.
Rynki nie znają pojęcia lojalności.Znają tylko ryzyko i stopę zwrotu.








Komentarze