Jens Spahn prywatnie: spełnione marzenia i życie poza polityką
- Newsroom Darius
- 5 dni temu
- 3 minut(y) czytania

Przewodniczący klubu parlamentarnego CDU/CSU Jens Spahn rzadko odsłania swoją prywatną stronę. W rozmowie z magazynem „Bunte” 45-letni polityk pozwolił jednak zajrzeć za kulisy życia, które na co dzień zdominowane jest przez intensywną pracę polityczną. Opowiedział o tym, jak odpoczywa, czego żałuje, jakie marzenia udało mu się spełnić i jak wyglądało jego dzieciństwo.
Jak przyznaje, jednym z najlepszych sposobów na oderwanie się od polityki są długie spacery po Berlinie. Wraz z mężem, Danielem Funke, potrafi wędrować po mieście nawet przez cztery godziny. Wieczorami wybiera spokojne formy relaksu – chętnie ogląda stare seriale kryminalne, takie jak „Matlock” czy „Derrick”. „Te stare seriale mnie spowalniają” – mówi. Dodaje też z uśmiechem, że dochodzi do wieku, w którym po prostu lubi być w domu.
Tym domem jest Berlin-Dahlem, gdzie mieszka z Funke, byłym dziennikarzem, a dziś konsultantem PR. W wywiadzie Spahn wraca jednak także do przeszłości i przyznaje, że nie wszystkie życiowe decyzje ocenia dziś pozytywnie. Żałuje „kilku wyborów”, choć nie chce wchodzić w szczegóły. Jedną stratę wskazuje jednak wyraźnie: „Jako młody człowiek chciałem pomieszkać za granicą przez rok lub dwa. Niestety, nie udało mi się”.
Mimo to z sympatią wypowiada się o Niemczech. „Pomimo wszystkich obecnych problemów uważam, że Niemcy są całkiem niezłe. Patrząc z bliska, to jeden z najlepszych krajów do życia na świecie” – podkreśla. Gdyby jednak miał dziś wybrać miejsce do dłuższego pobytu, skłaniałby się raczej ku Kanadzie niż Stanom Zjednoczonym. Jak żartuje, jego mąż zapewne zaprotestowałby ze względu na klimat.
Para nie ma dzieci. Spahn mówi o tym wprost, bez unikania trudnego tematu. „Nie ma łatwego sposobu na posiadanie dzieci dla pary takiej jak my” – przyznaje, dodając, że stereotypowe „po prostu się nie udało” nie oddaje w pełni realiów par jednopłciowych. Oboje z mężem są jednak ojcami chrzestnymi i cenią tę rolę. „Dzieci nadają sens życiu, temu, co robimy” – zaznacza polityk, który już wcześniej mówił o swoim pragnieniu posiadania potomstwa.
W rozmowie pojawia się także temat przyjaźni z osobami o bardzo różnych poglądach, w tym z kontrowersyjnym inwestorem i zwolennikiem Donalda Trumpa, Christianem Angermayerem. Spahn podkreśla, że on i jego mąż świadomie pielęgnują różnorodne grono znajomych. „Łączy nas to, że potrafimy tolerować różnice zdań” – mówi. A gdy rozmowy stają się zbyt gorące, pomaga symboliczna przerwa przy kieliszku ajerkoniaku.
Dzieciństwo Spahn wspomina jako niemal idylliczne. Dorastał w małej społeczności, w której – jak sam mówi – „cała wioska wychowywała dziecko”. Jego matka była gospodynią domową, a bliscy krewni mieszkali w tej samej miejscowości. „Drzwi były zawsze otwarte, a kawałek ciasta zawsze czekał” – wspomina.
Istotnym elementem jego wychowania była także wiara katolicka. Choć dziś określa się raczej jako „chrześcijanin kulturowy”, religia nadal odgrywa w jego życiu pewną rolę. W jego biurze wisi krucyfiks należący niegdyś do Wolfganga Schäuble. Spahn przyznaje, że czasem wchodzi do kościoła, by zapalić świeczkę. W domu rodzinnym modlitwa przed posiłkami była codziennością – tradycji tej pilnował jego ojciec aż do śmierci.
Polityk nie ma drogich hobby i nie przepada za zakupami, ale niedawno spełnił jedno ze swoich marzeń. Kilka miesięcy temu kupił granatowego Mercedesa SEL z 1987 roku.
„Zobaczyłem ogłoszenie i od razu pojechałem” – opowiada. Auto było w doskonałym stanie, a jego pierwszym właścicielem okazał się kardynał Mediolanu. „Ładny szczegół, prawda?” – dodaje z uśmiechem.
Wywiad pokazuje Jensa Spahna nie jako politycznego stratega, lecz jako człowieka – z refleksjami, niespełnionymi planami i małymi radościami, które pozwalają mu zachować równowagę w intensywnym świecie polityki.







Komentarze