top of page

„Geje od ogrodnictwa” podbili konserwatywną Wirginię. Ich farma stała się symbolem nadziei

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 18 maj
  • 3 minut(y) czytania

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wielki znak ustawiony przy trasie US-301 w stanie Wirginia. Tysiące kierowców przemierzających każdego roku drogę między Florydą a Nową Anglią widzą napis, którego nie sposób przeoczyć: „Gardening Gays Farm”. Bez drobnego druku, bez tłumaczeń i bez przeprosin.


Za tym szyldem stoi historia Kevina Grahama i Dragana Kurbaliji — małżeństwa gejów, którzy porzucili wygodne życie w Waszyngtonie, zamienili miejskie koktajle i brunchowe spotkania na pobudki o czwartej rano, karmienie kur i sezon wykotów owiec, a następnie stworzyli farmę, która stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w konserwatywnym hrabstwie King George w Wirginii.


Dziś ich gospodarstwo zdobywa lokalne nagrody, przyciąga tysiące klientów i jest dowodem na to, że w amerykańskiej prowincji akceptacja często zaczyna się nie od polityki, lecz od codziennych relacji.


Kevin Graham wychował się jako najmłodszy z siedmiorga dzieci na wiejskich terenach Florydy. Przez lata pracował jako instruktor fitness i urzędnik państwowy. Dragan Kurbalija dorastał w Serbii, gdzie jako dziecko był wysyłany do pracy na okolicznych gospodarstwach.

– Nienawidziłem rolnictwa – przyznaje dziś bez ironii.


Przez dwie dekady pracował w branży gastronomicznej, zarządzając restauracjami generującymi wielomilionowe obroty. Poznali się przez internet i pobrali w 2017 roku w stanie Wirginia.


Jeszcze kilka lat temu prowadzili życie, którego zazdrościli im znajomi: modne bary w Waszyngtonie, przyjęcia brunchowe dla kilkudziesięciu osób, życie towarzyskie bez końca. Wszystko zmieniła pandemia COVID-19.


Podczas zakupów w Costco Dragan zobaczył puste półki z mięsem i jajkami. Dla niego, wychowanego w biedzie i niedoborach, był to sygnał alarmowy.


– Powiedziałem Kevinowi, że nie musimy martwić się o to, skąd weźmiemy następny posiłek. Potrafię uprawiać jedzenie – wspomina.


Wkrótce znaleźli nieruchomość około 100 kilometrów na południe od Waszyngtonu, w hrabstwie King George. Kupili ją i postawili charakterystyczny szyld.


Choć hrabstwo King George regularnie głosuje na Republikanów, mieszkańcy szybko zaakceptowali nowych sąsiadów. Kevin i Dragan zdobyli nagrody „KG Best of the Best”, trafili do lokalnej rady ds. turystyki, otrzymali grant gospodarczy od władz hrabstwa, a ich działalność została wpisana do Congressional Record przez kongresmena Eugene’a Vindmana.


Jak podkreślają mieszkańcy, decydujące okazały się nie poglądy polityczne, ale jakość produktów i sposób, w jaki para traktuje ludzi.


Na farmie można kupić mleko, sery, jajka, kurczaki z wolnego wybiegu i warzywa. Klienci wracają nie tylko po produkty, ale także dla atmosfery.


– Każda wizyta bardziej przypomina odwiedziny u sąsiadów niż zwykłe zakupy – mówią bywalcy gospodarstwa.


Farma ma dziś niemal 60 tysięcy obserwujących na Facebooku, z czego około połowa pochodzi z lokalnej społeczności.


Pierwszy rok działalności przyniósł zaledwie 8 tysięcy dolarów przychodu. Dla dwóch mężczyzn, którzy wcześniej zarabiali sześciocyfrowe kwoty, była to bolesna lekcja rzeczywistości. Nie zrezygnowali jednak.


W kolejnym roku obroty wzrosły do 40 tysięcy dolarów. Farma zaczęła się rozrastać — pojawiły się owce, sad, kaczki i kolejne uprawy. Wszystko finansowali sami, korzystając jedynie z niewielkiego lokalnego grantu i podarowanych drzewek owocowych. Dziś są ważną częścią lokalnej gospodarki.


– Wspierają miejsca pracy, wzmacniają lokalne łańcuchy dostaw i kontynuują rolnicze tradycje Wirginii. Takie wartości mieszkańcy rozumieją i szanują, niezależnie od orientacji seksualnej – mówi kongresmen Eugene Vindman.


Historia farmy nie jest jednak wyłącznie opowieścią o sukcesie. W tym samym roku, gdy gospodarstwo zdobyło lokalny tytuł „Best of the Best”, ktoś wyrzucił w pobliżu ich posesji odpady, w tym śmieci medyczne.


Społeczność stanęła jednak po stronie pary. Mieszkańcy przyjeżdżali specjalnie, by okazać wsparcie. Niektórzy klienci przychodzili do sklepu ze łzami w oczach.


Największy konflikt wybuchł wokół lokalnych szkół. Kevin i Dragan organizowali wcześniej wizyty edukacyjne, przekazywali dynie i pomagali przy szkolnych projektach ogrodniczych. Wszystko zakończyło się po skardze jednego z rodziców, któremu nie spodobało się, że podczas wizyty mieli na sobie bluzy z napisem „Gardening Gays”.


Sprawą zainteresował się nawet lokalny szeryf, choć ostatecznie nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości.


– To smutne, że jedna osoba potrafi zniszczyć coś dobrego – mówi Kevin. Od tamtej pory nadal pomagają szkołom, ale anonimowo i z dala od rozgłosu.


Dla wielu osób mijających farmę przy US-301 charakterystyczny szyld stał się czymś więcej niż reklamą gospodarstwa.


– To wiadomość dająca nadzieję – mówi Dragan.


Kevin nazywa to „miękką siłą”. Dwóch zwyczajnych gejów prowadzących tradycyjne gospodarstwo rolne w konserwatywnym regionie staje się symbolem zmiany, która dokonuje się spokojnie i bez wielkich manifestów.


Nie chcą być politycznym symbolem ani prowadzić ideologicznej wojny. Chcą po prostu sprzedawać jajka, sery i warzywa swoim sąsiadom.


– Chcę rozwijać ten biznes. Nie potrzebuję antagonizować połowy społeczeństwa – podkreśla Dragan.


I właśnie to wydaje się działać najlepiej. Kierowcy nadal zatrzymują się przy farmie. Kupują mleko, jajka i sery, a przy okazji poznają dwóch ludzi, którzy rozmawiają z nimi jak z sąsiadami.


Jak pokazuje historia „Gardening Gays Farm”, czasem właśnie od takich codziennych spotkań zaczynają się największe społeczne zmiany.


Komentarze

Nie można załadować komentarzy
Wygląda na to, że wystąpił problem techniczny. Spróbuj ponownie połączyć lub odświeżyć stronę.
bottom of page