top of page

Dziesięć lat po śmierci Guido Westerwellego. Michael Mronz wspomina ostatnie słowa partnera

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 13 mar
  • 2 minut(y) czytania

Dziesięć lat po śmierci byłego ministra spraw zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle jego partner życiowy, przedsiębiorca i menedżer sportowy Michael Mronz, wraca wspomnieniami do ich wspólnego życia. W rozmowie z magazynem „Stern” opowiada o ostatnich słowach polityka, o chorobie, która zmieniła ich codzienność, oraz o obietnicy, jaką złożył ukochanemu.


„Jego uśmiech – radosny i ciekawy świata”


Zapytany o pierwsze skojarzenie z Westerwellem, 59-letni dziś Mronz odpowiada bez wahania: uśmiech. – „Radosny, pozytywny, ciekawy” – tak opisuje partnera, z którym spędził trzynaście lat życia. Ich związek rozpoczął się w 2003 roku i trwał aż do śmierci polityka 18 marca 2016 roku.


Nadchodząca rocznica skłania go do refleksji nad tym, co pozostało po tej relacji. Jednym z najmocniejszych wspomnień są słowa, które Westerwelle wypowiedział jeszcze zanim poważnie zachorował. Jako minister spraw zagranicznych dobrze wiedział, jak nieprzewidywalne bywa życie.


– „Jeśli coś mi się stanie, obiecaj mi jedno: żyj swoim życiem i bądź szczęśliwy” – miał powiedzieć do Mronza.


Choroba, która zmieniła perspektywę


Prawdziwy przełom w postrzeganiu sytuacji nastąpił jednak dopiero po diagnozie białaczki. Wtedy prowadzący lekarz Westerwellego, profesor Michael Hallek, powiedział zdanie, które – jak wspomina Mronz – „zmieniło wszystko”:


„Panie Mronz, trzynaście lat odwzajemnionej miłości to przywilej”.


Od tego momentu – opowiada – nie chodziło już o pytanie „dlaczego to się kończy”, lecz o wdzięczność za to, co już przeżyli razem.


Bez litości, z godnością


Para zdecydowała się przeżywać chorobę otwarcie. Wiedzieli, że informacja i tak prędzej czy później stanie się publiczna, dlatego postanowili działać proaktywnie – bez spekulacji i medialnych domysłów.


Westerwelle nigdy nie prosił o współczucie. Zamiast tego często pytał partnera: „Co ja ci robię swoją chorobą?”. Dla Mronza było to charakterystyczne – nawet w najtrudniejszym czasie polityk myślał o innych.


W życiu prywatnym Westerwelle był zupełnie inny niż jego publiczny wizerunek twardego polityka. Mronz opisuje go jako osobę czułą i lojalną. Co więcej, przez całe trzynaście lat związku – jak twierdzi – ani razu się nie pokłócili.


– Nieporozumienia, które w innych związkach prowadzą do kłótni, u nas właściwie nie istniały. Zawsze zakładaliśmy, że druga osoba ma dobre intencje. To robi ogromną różnicę – podkreśla.


„Chodziło o to, żeby pokazać normalność”


Ich relacja była widoczna także publicznie. Jednak – jak wspomina Mronz – nie chodziło o demonstracyjny aktywizm.


Pewnego dnia w Nowym Jorku podszedł do niego młody niemiecki lekarz. Podziękował mu za to, że on i Westerwelle tak naturalnie pokazywali swój związek. – „Dodało mi to odwagi, by powiedzieć rodzicom o swojej orientacji” – miał powiedzieć.


Dla Westerwellego właśnie o to chodziło: nie o manifesty, lecz o normalność. – Po prostu chodziliśmy razem na przyjęcia. Każdy mógł wyciągnąć własne wnioski – wspomina Mronz.


Pamięć, która nie potrzebuje dat


Samą rocznicę śmierci partner traktuje raczej pragmatycznie. – „Rocznica nie jest niczym pozytywnym” – mówi w wywiadzie. Nie potrzebuje konkretnej daty, aby o nim pamiętać.


– Myślę o nim prawie codziennie. To, co mieliśmy z Guido, podtrzymuje mnie do dziś – podsumowuje.


Dziesięć lat po odejściu Westerwellego pozostaje więc nie tylko wspomnienie ważnego polityka, lecz także historia relacji, która – jak mówi Mronz – była przede wszystkim historią miłości.


Komentarze


bottom of page