Dziesiątki tysięcy osób przeszły ulicami Londynu podczas Pride. W centrum uwagi prawa osób transpłciowych i walka z przestępstwami z nienawiści
- Newsroom Darius
- 2 godziny temu
- 2 minut(y) czytania
Dziesiątki tysięcy osób wzięły udział w dorocznej paradzie Pride w centrum Londynu. Według organizatorów w wydarzeniu uczestniczyło ponad 35 tys. osób reprezentujących około 600 organizacji i grup, które przeszły trasą od Hyde Park Corner do Whitehall przez Piccadilly.
Do uczestników dołączył również burmistrz Londynu Sadiq Khan, okazując wsparcie dla społeczności LGBTQ+.
Organizatorzy podkreślali, że tegoroczna edycja ma nie tylko charakter święta, lecz także protestu. Wskazali na utrzymujące się problemy, z jakimi mierzy się społeczność LGBTQ+ w Wielkiej Brytanii, w tym wieloletnie kolejki do świadczeń z zakresu opieki afirmującej płeć w publicznym systemie ochrony zdrowia, brak kompleksowego zakazu tzw. terapii konwersyjnych obejmującego osoby transpłciowe oraz kurczącą się liczbę bezpiecznych przestrzeni dla społeczności.
Według organizatorów od 2006 roku w Londynie zamknięto około 58 proc. lokali i miejsc przeznaczonych dla społeczności LGBTQ+, a dane brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wskazują, że w 2025 roku policja odnotowała ponad 18 tys. przestępstw z nienawiści motywowanych orientacją seksualną.
Jednym z liderów marszu był wieloletni aktywista Julian Hows, który podkreślił, że Pride pozostaje ważnym narzędziem protestu. Jego zdaniem prawa osób LGBTQ+ nie są dane raz na zawsze i wymagają ciągłej obrony oraz solidarności z osobami, których prawa są ograniczane w różnych częściach świata.
Organizatorzy zdementowali również pojawiające się w mediach społecznościowych informacje o rzekomym występie Madonna, potwierdzając, że artystka nie brała udziału w wydarzeniu.
Historia londyńskiego Pride sięga 1972 roku, kiedy odbył się pierwszy oficjalny marsz inspirowany Stonewall riots w Nowym Jorku, uznawanymi za początek współczesnego ruchu na rzecz praw osób LGBTQ+.
W ostatnich latach wydarzenie spotyka się jednak także z krytyką części środowisk LGBTQ+, które zarzucają organizatorom zbyt silną komercjalizację („pinkwashing”), niewystarczającą reprezentację różnorodnych grup oraz współpracę z częścią sponsorów budzących kontrowersje, m.in. w związku z ich powiązaniami z przemysłem zbrojeniowym i wojną w Strefie Gazy.
źródło The Guardian



Komentarze