Dodanie kółek do krzyża, żeby łatwiej go było nieść, to chyba najbardziej amerykański ewangelicka hipokryzja religijności
- Newsroom Darius
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania

Jezus mówi w Ewangelii jasno: „Kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”. Krzyż w tej logice nie jest rekwizytem ani symbolem do manifestowania własnej krzywdy. Jest ciężarem, który się niesie, a nie pokazuje. Jest decyzją, która kosztuje, a nie narracją, która ma wzruszać innych.
Założenie kółek do krzyża, żeby łatwiej go było nieść, to obraz religijności, która chce zachować pozory ofiary bez gotowości do ofiary. Krzyż zostaje „usprawniony”, żeby nie bolał, nie spowalniał i nie wymagał zmiany życia. Ma wyglądać dramatycznie, ale nie ciążyć. Ma wzruszać, ale nie ranić. Ma dawać poczucie moralnej wyższości, a nie prowadzić do nawrócenia.
Współczesna religijność i polityka często karmią się narracją prześladowania. Im głośniej ktoś krzyczy, że jest atakowany, tym mniej musi pokazywać, że rzeczywiście coś traci, coś oddaje, coś poświęca. Poczucie krzywdy staje się towarem, argumentem w debacie publicznej, narzędziem do uciszania innych. To nie jest krzyż Chrystusa. To jest dekoracja.
Ten mechanizm widzimy także w Polsce. Politycy i publiczne autorytety, którzy najgłośniej mówią o wartościach chrześcijańskich, często robią to nie po to, by nimi żyć, lecz by pouczać innych. Budują iluzję moralności, za którą kryje się chciwość, pycha, pogarda i brak odpowiedzialności. Krzyczą o grzechu, ale nie widzą własnego. Mówią o porządku, a sami sieją chaos. W imię religii usprawiedliwiają kłamstwo, przemoc symboliczną i cynizm.
Tak upada chrześcijaństwo. Nie przez tych, którzy odchodzą, ale przez tych, którzy najgłośniej je zawłaszczają. Nie przez brak znaków, lecz przez brak prawdy. Nie przez słabość, ale przez hipokryzję. Jezus nie zgorszył ludzi tym, że był wymagający. Zgorszył ich tym, że był spójny. Że mówił jedno i robił drugie tylko wtedy, gdy drugim była miłość.
Krzyż bez ciężaru nie zbawia. Wiara bez konsekwencji staje się ideologią komfortu. A Ewangelia, która nie wymaga zmiany życia, przestaje być Dobrą Nowiną, a staje się tylko hasłem. Chrystus nie obiecał, że będzie łatwo. Obiecał, że będzie prawdziwie. I tylko taka wiara ma jeszcze sens.







Komentarze