Departament Sprawiedliwości bada działania władz Minnesoty po protestach przeciwko ICE
- Newsroom Darius
- 17 sty
- 2 minut(y) czytania
Amerykański Departament Sprawiedliwości prowadzi dochodzenie wobec władz stanu Minnesota, w tym gubernatora Tima Walza oraz burmistrza Minneapolis Jacoba Freya. Według informacji przekazanych przez NBC News, śledczy sprawdzają, czy publiczne wypowiedzi obu polityków mogły stanowić próbę utrudniania działań federalnych agentów imigracyjnych.
Minneapolis od kilku tygodni jest areną narastających napięć, które eskalowały po śmiertelnym postrzeleniu przez funkcjonariusza ICE Renee Nicole Good – matki trójki dzieci i obywatelki USA. Choć federalne służby imigracyjne pojawiły się w mieście już wcześniej, ich obecność znacząco wzrosła po tym incydencie.
Zarówno Walz, jak i Frey – obaj politycy Partii Demokratycznej – otwarcie krytykowali działania władz federalnych. Kwestionowali m.in. stanowisko administracji, według którego funkcjonariusz Jonathan Ross miał działać w obronie własnej, oraz fakt, że FBI wyłączyło lokalne służby z dochodzenia w sprawie śmierci Good. O samym śledztwie jako pierwsza poinformowała stacja CBS News.
Gubernator Walz w wydanym oświadczeniu określił dochodzenie jako motywowane politycznie.– Dwa dni temu była to Elissa Slotkin. W zeszłym tygodniu Jerome Powell.
Wcześniej Mark Kelly. Wykorzystywanie systemu sprawiedliwości i zastraszanie przeciwników politycznych to niebezpieczna, autorytarna praktyka – stwierdził. – Jedyną osobą, której się nie bada w sprawie śmierci Renee Good, jest federalny agent, który oddał strzały.
Równie stanowczo zareagował burmistrz Minneapolis. Jacob Frey podkreślił, że nie da się zastraszyć.– To oczywista próba wywarcia presji na mnie za to, że stanąłem w obronie Minneapolis, naszych mieszkańców i lokalnych służb wobec chaosu i zagrożeń, jakie ta administracja sprowadziła na nasze ulice – powiedział. – Ani nasze miasto, ani nasz kraj nie ulegną strachowi.
Departament Sprawiedliwości odmówił komentarza. Jak podają media, podstawa prawna dochodzenia opiera się na rzadko stosowanym przepisie sięgającym czasów wojny secesyjnej. Znalazł się on jednak na liście narzędzi wskazanych w wewnętrznym memorandum prokurator generalnej Pam Bondi, które miało pomóc w prowadzeniu spraw przeciwko osobom określanym jako „krajowi terroryści”.
Bondi napisała w piątek na platformie X: „Przypomnienie dla wszystkich w Minnesocie: nikt nie stoi ponad prawem”.
Eksperci ostrzegają jednak przed poważnymi konsekwencjami dla wolności słowa. Śledztwo dotyczące publicznych wypowiedzi wybranych urzędników budzi wątpliwości konstytucyjne i zwykle wymaga konsultacji z wydziałem ds. uczciwości publicznej Departamentu Sprawiedliwości. Ten jednak – jak wskazują źródła – został w dużej mierze zmarginalizowany w trakcie drugiej kadencji Donalda Trumpa.
Aaron Terr z Fundacji na rzecz Praw Indywidualnych i Wolności Słowa podkreślił, że jeśli podstawą śledztwa jest krytyka działań rządu, byłoby to rażące naruszenie konstytucji.– Prawo do potępiania działań władzy bez obawy przed represjami to fundament Pierwszej Poprawki – zaznaczył.
Tymczasem sytuacja w Minneapolis pozostaje napięta. W czwartek wieczorem federalny funkcjonariusz postrzelił w nogę mężczyznę, który – według służb – próbował uciec podczas kontroli drogowej i zaatakował oficera.


Komentarze