David Archuleta: „Oddałem siebie wszystkim. Teraz odzyskuję własny głos”
- Newsroom Darius
- 20 lut
- 2 minut(y) czytania
35-letni wokalista, znany z drugiego miejsca w siódmym sezonie American Idol, wraca z autobiografią „Devout” (Simon & Schuster/Gallery Books). Książka to nie tylko opowieść o coming oucie, ale także o religii, rodzinnej traumie, granicach i odzyskiwaniu kontroli nad własnym życiem.
„To nie jest tylko historia coming outu”
Archuleta wyszedł z szafy prawie pięć lat temu i cztery lata temu odszedł z Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. W rozmowie podkreśla, że nie chce wciąż „odgrzewać” tego samego tematu.
– „Nie chodzi o: patrzcie na mnie, zrobiłem coming out. Chodzi o pomoc ludziom, którzy są dziś w miejscu, w którym ja kiedyś byłem” – tłumaczy.
Regularnie dostaje wiadomości od osób, które pytają, jak bezpiecznie ujawnić swoją orientację, zwłaszcza w religijnych środowiskach.
W „Devout” opisuje proces odchodzenia od rygorystycznych zasad wiary, próbę pogodzenia duchowości z tożsamością oraz to, jak po coming oucie został odsunięty przez część kościelnych liderów.
Trudna relacja z ojcem
Jednym z najmocniejszych wątków książki jest relacja z ojcem – nadopiekuńczym i kontrolującym, szczególnie w czasie jego kariery w „Idolu”. Archuleta opisuje też traumatyczne doświadczenie z dzieciństwa: jako 9-latek usłyszał od bliskiej znajomej rodziny fałszywe oskarżenie, że jego ojciec molestował siostry. Informacja ta wywołała w nim długotrwały lęk i napięcie w relacji z ojcem.
Dziś – jak mówi – nauczył się stawiać granice. „Nie muszę się z nim zgadzać, żeby mieć z nim poprawne relacje” – podkreśla.
Wątek Nigela Lythgoe
W książce wspomina również producenta „American Idol”, Nigel Lythgoe, który – jak twierdzi – miał w przeszłości powiedzieć mu jako nieletniemu uczestnikowi, że „skopie mu tyłek”, jeśli nie zrobi czegoś po jego myśli. Archuleta zaznacza, że nie odebrał tego jako dosłownej groźby fizycznej, ale jako wyraz presji i wpływu, jaki producent miał na przebieg programu.
Myśli samobójcze i presja religijna
Wokalista otwarcie pisze też o okresie, w którym zmagał się z myślami samobójczymi. Uświadomił je sobie dopiero podczas rozmowy z konsultantem medycznym, gdy padło bezpośrednie pytanie o takie myśli.
Jego zdaniem problem ten bywa w religijnych społecznościach bagatelizowany lub tłumaczony innymi czynnikami, zamiast mierzyć się z presją kulturową i doktrynalną.
Intymność, randki i… „głębinowe stworzenia”
Książka ma także lżejsze momenty. Archuleta z humorem opisuje swoje pierwsze doświadczenia z aplikacjami randkowymi oraz długotrwały dyskomfort wobec seksualności – wynikający z braku jakiejkolwiek edukacji czy ekspozycji na treści erotyczne. Wspomina, że kiedyś uznał teledysk Maroon 5 za pornografię.
Z dystansem opowiada też o dziecięcym zauroczeniu Elijah Wood, znanym z trylogii „Władca Pierścieni”.
Dlaczego teraz jest singlem?
Choć książka obfituje w historie o związkach i zaręczynach, dziś Archuleta nie szuka partnera.
– „Po raz pierwszy w życiu czuję, że nie potrzebuję nikogo, żeby być szczęśliwym” – mówi.
Chce dać sobie czas na przetworzenie emocji związanych z promocją książki i powracającymi wspomnieniami.
„Szczęśliwe zakończenie”
Zapytany o swoją definicję happy endu, odpowiada:
– „To świadomość, że nie muszę oddawać swojego życia komuś innemu, żeby być szczęśliwym. Nie potrzebuję już aprobaty kościoła, ojca, producentów. Mogę uczyć się na własnych błędach i sam decydować, kim jestem.”
„Devout” to więc nie tylko osobiste rozliczenie z przeszłością, ale też manifest o autonomii, wierze, tożsamości i prawie do bycia sobą – nawet jeśli oznacza to zerwanie z oczekiwaniami, które przez lata definiowały całe życie.
źródło The Hollywood Reporter



Komentarze