Co jest zgodne z oficjalnym nauczaniem Kościoła? Obłuda katolicka "potępianiu grzechu, a nie grzesznika".
- Newsroom Darius
- 12 godzin temu
- 3 minut(y) czytania
Tekst Staszka Krawczyka na temat katolicka obłuda od deklaracji niektórych "prawdziwych katolika" o "potępianiu grzechu, a nie grzesznika". Poniżej długi tekst na ten temat, czy homoseksualizm potępia kościół czy nie.
Znowu gdzieś usłyszałem, że Kościół rzymskokatolicki potępia tzw. akty homoseksualne, a nie homoseksualność samą w sobie. Tymczasem oficjalne dokumenty samego Kościoła potępiają jedno i drugie. Stwierdzają też wprost, że geje i lesbijki są bardziej skłonni do zła niż osoby heteroseksualne, a także wprost nawołują do dyskryminowania z powodu homoseksualności.
Nierzadko przytacza się tu wydany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego (pkt 2357-2359). Odrzuca on wszelkie formy kontaktów seksualnych między osobami tej samej płci, ale jednocześnie nawołuje do traktowania osób homoseksualnych „z szacunkiem, współczuciem i delikatnością”, apelując, by poprzez „czystość” i „panowanie nad sobą” zbliżały się do „doskonałości chrześcijańskiej”. Niektórzy wyciągają stąd błędny wniosek, jakoby Katechizm nie potępiał samej orientacji.
A co naprawdę mówi ten kluczowy dokument etyczny Kościoła? Na początek powołuje się na „Pismo święte, przedstawiające homoseksualizm jako poważne zepsucie”. Ktoś mógłby tu przyjąć, że autorzy spartaczyli robotę i użyli niewłaściwego słowa, bo ten fragment powinien dotyczyć kontaktów seksualnych, nie homoseksualności jako takiej (o której Biblia nic nie mówi – sama idea orientacji homoseksualnej, w jej dzisiejszym rozumieniu, powstała tysiące lat później). Być może. Potem jednak KKK już wyraźnie określa homoseksualność jako „obiektywnie nieuporządkowaną”.
Specyficzny język kościelnych dokumentów często przykrywa brudną rzeczywistość. Jednym ze sposobów, aby wyjaśnić niewinnie brzmiącą frazę „obiektywne nieuporządkowanie”, jest odwołanie się do innych tekstów z tego samego okresu. Myślę tutaj o liście duszpasterskim „Homosexualitatis problema” (1986), a także „Uwagach dotyczących odpowiedzi na propozycje ustaw o niedyskryminacji osób homoseksualnych” (1992). Oba teksty opracowała Kongregacja Nauki Wiary, kierowana przez Josepha Ratzingera.
List z 1986 roku wyjaśnia: „Szczególna skłonność osoby homoseksualnej, chociaż sama w sobie nie jest grzechem, stanowi jednak słabszą bądź silniejszą skłonność do postępowania złego z moralnego punktu widzenia. Z tego powodu sama skłonność musi być uważana za obiektywnie nieuporządkowaną”. Mówiąc prostszym językiem, według Kongregacji homoseksualność skłania ludzi, by czynili zło; co prawda nie wyklucza dobrego moralnie życia, ale je utrudnia. (Chciałoby się tu poprosić autorów o wyjaśnienie: czy w związku z tym są też zdania, że świat byłby lepszy, gdyby żadna lesbijka i żaden gej nigdy nie istnieli?).
„Uwagi...”, wydane w tym samym roku co Katechizm, cytują powyższy list, a następnie twórczo go rozwijają, zalecając dyskryminację osób homoseksualnych. Jest ona zgodna z duchem KKK, który gani wyłącznie „niesłuszną dyskryminację”, co implikuje istnienie dyskryminacji słusznej. Jak czytamy w „Uwagach...”, ograniczanie części praw osób homoseksualnych (np. „prawa do pracy, mieszkania”) jest „nie tylko dopuszczalne, ale konieczne”, bo przecież „państwo może ograniczyć możliwość korzystania z pewnych praw, na przykład osobom cierpiącym na chorobę zakaźną lub umysłową, by chronić dobro wspólne”. W innym miejscu tekst krytykuje próby wyeliminowania dyskryminacji lesbijek i gejów w zakresie „służby wojskowej”, „zatrudnienia nauczycieli lub trenerów sportowych” czy „wynajmowania mieszkań przez prywatnych właścicieli”.
Naturalnie można dalej dzielić włos na czworo i dowodzić, że wprawdzie Kościół potępia i orientację homoseksualną, i zgodne z nią działania, ale przynajmniej nie samych ludzi. W teorii faktycznie tak jest, w istocie jednak to rozróżnienie trudno utrzymać. Nie bez powodu w dokumentach i wypowiedziach, których autorzy próbują przyjąć łagodniejszą retorykę, znajdziemy odwołania do wygładzonej interpretacji Katechizmu, a nie znajdziemy odniesień do „Homosexualitatis problema” bądź też „Uwag dotyczących odpowiedzi...”. Jeśli ktoś w praktyce chce uniknąć potępienia gejów i lesbijek jako ludzi, bardzo pomaga mu niewiedza o części kościelnego nauczania, zapominanie o niej lub jej ukrywanie.
Zarazem nie znam żadnego oficjalnego dokumentu, który otwarcie polemizowałby z dwoma powyższymi lub z katechizmową implikacją „słusznej dyskryminacji” (jeśli Wy znacie, podeślijcie). Cicha zmiana retoryki również ma pewne znaczenie, lecz nie zastąpi rozliczeń z tą częścią kościelnej kultury, którą ukształtował Kościół Jana Pawła II i Josepha Ratzingera, a której korzenie sięgają jeszcze dużo dalej.
Na koniec dodam, że już samo odrzucenie seksu jednopłciowego niesie bardzo konkretne negatywne konsekwencje dla osób, które próbują żyć zgodnie z oficjalną etyką rzymskokatolicką. Seks może przyjmować wypaczone formy (o czym niejeden człowiek Kościoła wie aż za dobrze), może też jednak budować szczególnego rodzaju bliskość, dawać przyjemność, pogłębiać nasze zrozumienie własnych i cudzych emocji, potrzeb i relacji, a także jest co do zasady dobry dla naszego zdrowia. Oczekiwanie od ludzi, by się tego wszystkiego wyrzekli, jest oczekiwaniem, żeby wiedli pod wieloma względami gorsze życie oraz rezygnowali z możliwości wnoszenia czegoś bardzo cennego w życie innych. A wszystko w imię abstrakcyjnych spekulacji, które zupełnym przypadkiem podtrzymują też władzę religijnych elit.
Gdy w tym kontekście myślę o współczesnej Polsce, cieszę się, że coraz mniej ludzi traktuje to wszystko poważnie. Ale dla wielu gejów i lesbijek (nie zapominając też o innych osobach queerowych, chociaż o nich kościelne dokumenty mówią dużo mniej) była to trucizna, która działała przez lata, jeśli nie dekady. A to trzeba uczciwie nazwać i ocenić.




Komentarze