Będzie tylko gorzej. Według najnowszego sondażu CBOS 43 proc. Polaków deklaruje niechęć do Ukraińców
- Newsroom Darius
- 6 godzin temu
- 2 minut(y) czytania
Po pierwsze, wzrost niechęci wobec Ukraińców jest faktem odnotowywanym w badaniach opinii publicznej. Jednak 43% deklarowanej niechęci nie oznacza automatycznie 43% elektoratu gotowego głosować na partie budujące kampanię głównie na antyukraińskich hasłach. Ludzie często wyrażają negatywne emocje wobec jakiejś grupy, ale przy urnie kierują się przede wszystkim gospodarką, kosztami życia, bezpieczeństwem, ochroną zdrowia czy oceną rządu.
Po drugie, temat Ukrainy rzeczywiście ma potencjał stać się jedną z ważnych osi kampanii 2027 roku. Sprzyjają temu:
* duża liczba obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce,
* konkurencja na rynku pracy i mieszkaniowym,
* zmęczenie wojną,
* spory historyczne (Wołyń),
* kwestie socjalne i dostęp do świadczeń.
Są to tematy łatwe do politycznego wykorzystania, ponieważ dotyczą codziennych doświadczeń wyborców.
Po trzecie, nie jest przesądzone, że tylko prawica będzie próbowała zagospodarować te nastroje. W wielu krajach Europy obserwujemy, że partie centrowe również zaostrzają retorykę migracyjną, gdy uznają, że tracą wyborców. Już wcześniej zdarzało się, że ugrupowania głównego nurtu przejmowały część postulatów swoich bardziej radykalnych konkurentów.
Jednocześnie istnieją czynniki ograniczające. Polska gospodarka w wielu sektorach jest dziś zależna od pracy obywateli Ukrainy. Radykalne postulaty mogą spotkać się z oporem części biznesu, samorządów czy wyborców, którzy mają codzienny kontakt z Ukraińcami i oceniają ich bardziej przez pryzmat własnych doświadczeń niż przekazu medialnego.
Jeżeli obecne trendy społeczne się utrzymają, to kwestia obecności Ukraińców w Polsce, polityki migracyjnej oraz relacji z Ukrainą rzeczywiście może być jednym z głównych tematów kampanii parlamentarnej w 2027 roku. Nie oznacza to jednak, że stanie się tematem dominującym. O tym zwykle decyduje sytuacja gospodarcza w roku wyborczym – historycznie to ona najczęściej przesądzała o wyniku wyborów w Polsce.
Jacek Pałasiński w najnowszym odcinku podcastu "Allegro ma non troppo" stawia jedną z najmocniejszych diagnoz polskiej polityki ostatnich miesięcy. Punktem wyjścia jest Ukraina i Wołodymyr Zełenski, ale głównym tematem staje się Polska: przemoc wobec cudzoziemców, rosnąca fala nienawiści, bezradność państwa, zaniechania rządu i pytanie, czy demokracja potrafi jeszcze skutecznie bronić samej siebie.
Pałasiński mówi o kraju, który — jego zdaniem — coraz częściej wybiera wygodną obojętność zamiast działania. Przywołuje dramatyczne przykłady przemocy, krytykuje brak realnych rozliczeń po rządach PiS, wskazuje słabość komunikacji obecnej władzy i ostrzega przed polityczną pasywnością, która może doprowadzić do katastrofy.
To odcinek pełen emocji, gniewu i niepokoju, ale także wezwanie do mobilizacji. Pałasiński przypomina, że sama nadzieja nie wystarczy. Demokracja nie przetrwa, jeśli jej obrońcy będą tylko czekać, aż „jakoś to będzie”.
W tym materiale usłyszysz o tym, dlaczego publicysta mówi o „demokracji walczącej”, czego Polska może nauczyć się od Ukrainy i Węgier oraz dlaczego jego zdaniem najbliższe wybory mogą być momentem przełomowym dla przyszłości kraju.




Komentarze