Antyniemiecka narracja i polityczny performans prawicy.
- Newsroom Darius
- 18 cze
- 2 minut(y) czytania
Moim zdaniem akcja Roberta Bąkiewicza w Berlinie nie była próbą godnego upamiętnienia ofiar niemieckich zbrodni ani spokojnej modlitwy przy krzyżu. Wszystko wskazuje na to, że jej głównym celem było wywołanie politycznego skandalu, stworzenie medialnego spektaklu i zbudowanie kolejnej antyniemieckiej narracji skierowanej do własnego elektoratu.
Jeżeli organizatorzy wiedzieli, że nie posiadają wymaganych zgód i że ich działania spotkają się z reakcją niemieckich służb, trudno nie odnieść wrażenia, że liczyli właśnie na konfrontację. Ostatecznie nie doszło jednak do scen, które mogłyby potwierdzić opowieść o brutalnym prześladowaniu „polskich patriotów”. Zamiast tego mieliśmy do czynienia ze standardową interwencją policji wobec osób niepodporządkowujących się wydawanym poleceniom.
Szczególnie niepokojące jest wykorzystywanie symboli religijnych do bieżącej walki politycznej. Krzyż dla milionów ludzi pozostaje symbolem wiary, pamięci i modlitwy. Gdy staje się narzędziem prowokacji politycznej, jego znaczenie zostaje sprowadzone do roli rekwizytu w medialnym przedstawieniu. W takich sytuacjach warto zadać pytanie, dlaczego część środowisk tak chętnie odwołuje się do chrześcijańskiej symboliki wtedy, gdy może ona przynieść polityczne korzyści.
Mam również wrażenie, że reakcje części hierarchów kościelnych są wybiórcze. Gdy pojawiają się kwestie światopoglądowe związane z LGBT, nie brakuje komentarzy i stanowisk. Natomiast w sytuacjach, gdy symbole religijne wykorzystywane są do politycznej agitacji lub prowokacji, głos Kościoła bywa znacznie mniej słyszalny. To rodzi pytania o konsekwencję i wiarygodność takich reakcji.
Nie zgadzam się także z próbami przedstawiania Niemiec jako głównego zagrożenia dla Polski. W obecnej sytuacji geopolitycznej bezpieczeństwo naszego kraju opiera się na współpracy z sojusznikami w NATO i Unii Europejskiej. Podsycanie nieufności wobec partnerów oraz budowanie polityki na konfliktach historycznych może przynieść więcej szkody niż pożytku.
W mojej ocenie berlińska akcja była przede wszystkim politycznym performansem obliczonym na medialny rozgłos. Nie służyła ani pamięci ofiar, ani polskiej racji stanu, lecz kolejnemu etapowi wojny politycznej prowadzonej za pomocą emocji, prowokacji i kontrowersji.



Komentarze