Wielka Brytania po cichu przejmuje inicjatywę w sprawie Grenlandii. Londyn chce powstrzymać Trumpa przed eskalacją
- Newsroom Darius
- 4 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Wielka Brytania dyskretnie, lecz coraz wyraźniej, odgrywa kluczową rolę w europejskiej strategii wobec Grenlandii i Arktyki, starając się przekonać Donalda Trumpa, że Stany Zjednoczone nie muszą przejmować kontroli nad Grenlandią, aby zabezpieczyć swoje interesy w regionie. Zamiast tego Londyn chce udowodnić, że Europa traktuje bezpieczeństwo Arktyki poważnie i jest gotowa realnie zaangażować się militarnie oraz politycznie.
W ciągu ostatnich 48 godzin premier Keir Starmer dwukrotnie rozmawiał z Trumpem na temat tzw. High North (Dalekiej Północy). Równolegle prowadził konsultacje z kluczowymi europejskimi liderami: premier Danii Mette Frederiksen, sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem oraz niemieckim kanclerzem Friedrichem Merzem.
Działania Londynu nie ograniczają się do dyplomacji. W tym tygodniu Wielka Brytania rozmieściła 1 500 komandosów Royal Marines w północnej Norwegii, wzmacniając wojskową obecność NATO w Arktyce. Brytyjczycy przewodzili również dyskusjom na temat bezpieczeństwa Dalekiej Północy podczas obrad Rady Północnoatlantyckiej NATO.
Minister obrony John Healey przekazał także bezpośredni sygnał wsparcia swojemu duńskiemu odpowiednikowi. Wszystko to sugeruje, że rola Wielkiej Brytanii w regionie jest znacznie większa, niż wynikałoby to z oficjalnych komunikatów.
Według źródeł dyplomatycznych Starmer konsekwentnie przekonuje Trumpa, że Europa zwiększy swoje zaangażowanie w Arktyce i że europejscy sojusznicy są gotowi do ściślejszej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w tym obszarze. Ma to szczególne znaczenie w kontekście rosnących obaw o podejrzaną aktywność rosyjską, w tym możliwe sabotaże podmorskich kabli telekomunikacyjnych w rejonie Finlandii.
Jednocześnie brytyjskim celem jest zapobieżenie temu, by Grenlandia stała się czynnikiem dzielącym NATO. Londyn chce pokazać Waszyngtonowi, że wspólne interesy w regionie można realizować poprzez współpracę, a nie jednostronne działania czy presję wobec sojuszników.
Jeden z dyplomatów określił tę strategię jako próbę „obniżenia temperatury sporu” i stworzenia warunków, w których w administracji USA przeważy bardziej umiarkowane stanowisko, reprezentowane m.in. przez Marco Rubio.
Działania w sprawie Grenlandii wpisują się w szerszą brytyjską strategię wobec Stanów Zjednoczonych. Podobne podejście Londyn stosuje:
w rozmowach dotyczących Ukrainy,
we współpracy przy operacjach morskich, m.in. wsparciu USA przy przejęciu tankowca na Północnym Atlantyku.
We wszystkich tych przypadkach Wielka Brytania stara się udowodnić swoją użyteczność dyplomatyczną, militarną i wywiadowczą, licząc, że to wzmocni jej wpływ na decyzje Waszyngtonu.
Brytyjska linia wyraźnie kontrastuje z postawą Francji, która w tym samym czasie publicznie ostrzegła, że Europa stoi w obliczu potencjalnej presji i przymusu ze strony USA. Londyn zamiast konfrontacji wybiera zarządzanie relacją i deeskalację, próbując utrzymać jedność NATO.
W praktyce oznacza to, że Wielka Brytania pozycjonuje się jako kluczowy pośrednik między USA a Europą w sprawach Arktyki – cicho, konsekwentnie i z wyraźnym celem strategicznym: utrzymać spójność sojuszu i zapobiec nowemu punktowi zapalnemu w relacjach transatlantyckich.
źródło Bloomberg News









Komentarze