top of page

Trump uderza w żonę Thomasa Massiego. Atak personalny może zagrozić finansowaniu rządu i Fulton County pozywa FBI i Departament Sprawiedliwości Trumpa. „Tak wygląda realna walka o demokrację”

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 3 lut
  • 3 minut(y) czytania

Donald Trump po raz kolejny pokazał, że w politycznym konflikcie nie zna granic. Tym razem celem jego ataku stała się nie tylko postawa kongresmena Thomasa Massiego z Kentucky, ale również nowa żona polityka — w wyjątkowo osobistym i małostkowym wpisie, który wywołał burzę w Partii Republikańskiej i może mieć realne konsekwencje dla funkcjonowania państwa.


Thomas Massie, libertariański republikanin, od miesięcy konsekwentnie domaga się pełnego rozliczenia sprawy Jeffreya Epsteina oraz ujawnienia wszystkich wpływowych współpracowników i obrońców finansisty — w tym, jak sugerują krytycy, również Donalda Trumpa. Ta linia konsekwentnej kontroli władzy doprowadziła prezydenta do furii.


W opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie Trump zasugerował, że Massie „stał się liberałem” pod wpływem swojej nowej żony, z którą ożenił się w ubiegłym roku po tragicznej śmierci pierwszej małżonki. Trump określił ją jako rzekomą „radykalną lewicową podżegaczkę”, insynuując, że Massie nie wiedział, „w co się pakuje”, decydując się na nowe małżeństwo. W dalszej części wpisu prezydent nazwał kongresmena „okropnym i niewiarygodnym republikaninem”, sugerując nawet, że jest on RINO — republikaninem tylko z nazwy.


Trump nie poprzestał na obelgach. Otwarcie poparł kontrkandydata Massiego w prawyborach, Eda Gallreina, przedstawiając go jako „rolnika i bohatera wojennego” oraz „najlepszego możliwego kandydata do Kongresu”. Według Trumpa Gallrein zdecydował się na start, ponieważ Massie miał być „całkowicie nielojalny” wobec prezydenta i partii, a jego głosowania rzekomo zawsze sprzyjają Demokratom.


Problem w tym, że ten atak następuje w wyjątkowo newralgicznym momencie. Przewaga republikanów w Izbie Reprezentantów stopniała do zaledwie jednego głosu. W praktyce oznacza to, że pojedynczy kongresmen — taki jak Massie — może zablokować kluczowe ustawy, w tym pakiet finansowania rządu federalnego i zapobiec jego paraliżowi.


Atakowanie Massiego właśnie teraz jest więc politycznie ryzykowne, a zdaniem wielu — zwyczajnie nierozsądne. Trump, skupiony na personalnych porachunkach i próbach dyscyplinowania własnego zaplecza, może sam doprowadzić do kryzysu, którego skutki odczuje cały kraj.


Pozostaje pytanie, czy Thomas Massie zdecyduje się wykorzystać swoją pozycję i odpowiedzieć politycznie na zniewagę wymierzoną w jego rodzinę. Jedno jest pewne: eskalacja konfliktu wewnątrz Partii Republikańskiej pokazuje, jak krucha stała się większość rządząca i jak osobiste urazy Donalda Trumpa coraz częściej biorą górę nad odpowiedzialnością za państwo.


Władze hrabstwa Fulton w stanie Georgia ogłosiły złożenie pozwu przeciwko FBI oraz Departamentowi Sprawiedliwości, oskarżając federalne instytucje o bezprecedensową, politycznie motywowaną ingerencję w proces wyborczy. Sprawa dotyczy głośnego nalotu na centrum wyborcze hrabstwa, podczas którego agenci federalni zajęli wrażliwe materiały związane z wyborami prezydenckimi z 2020 roku.


Komisarz hrabstwa Fulton, Marvin Arrington Jr., poinformował, że w najbliższych dniach do Sądu Okręgowego Północnej Georgii trafi wniosek kwestionujący legalność nakazu przeszukania oraz samego zajęcia dokumentów. Celem pozwu jest nie tylko podważenie podstaw prawnych działań FBI, ale również zmuszenie rządu federalnego do zwrotu zabezpieczonych kart wyborczych.


To, co się wydarzyło, nie ma nic wspólnego z ochroną integralności wyborów — podkreślił Arrington. — Chcemy odzyskać głosy, zabezpieczyć dane wyborców i zapobiec dalszym nadużyciom.


Nalot, do którego doszło w ubiegłym tygodniu, nie ma precedensu w historii amerykańskich wyborów. FBI przejęło m.in. oryginalne karty do głosowania z 2020 roku, taśmy z tabulatorów, obrazy kart wyborczych oraz pełne listy wyborców. Mowa o tej samej agencji, którą obecnie kieruje Kash Patel — polityczny sojusznik Donalda Trumpa, od dawna oskarżany przez krytyków o partyjne działania oraz udział w blokowaniu ujawnienia dokumentów związanych ze sprawą Jeffreya Epsteina.


Kontrowersje wzbudziła również obecność dyrektor wywiadu narodowego Tulsi Gabbard podczas operacji w Fulton County, mimo że jej stanowisko nie ma formalnego związku z nadzorem nad wyborami. „New York Times” ujawnił, że po zakończeniu nalotu Gabbard spotkała się z agentami FBI, a następnie zadzwoniła do Donalda Trumpa. Według relacji świadków prezydent rozmawiał z funkcjonariuszami przez głośnik, dopytywał o szczegóły operacji i dziękował im za „dobrą robotę”.


Georgia od lat stanowi centralny punkt narracji Trumpa o rzekomo „skradzionych” wyborach w 2020 roku. Zdaniem krytyków administracja wykorzystuje aparat państwowy, by wytworzyć pozory dowodów na poparcie tej teorii — co może posłużyć do podważania zaufania do wyborów i ograniczania frekwencji przed nadchodzącymi wyborami środka kadencji.


Dopóki te urny znajdowały się pod kontrolą hrabstwa, były bezpieczne — mówił wcześniej Robb Pitts, przewodniczący Rady Komisarzy Fulton County. — Teraz nie mogę już z czystym sumieniem zapewnić ani mieszkańców Atlanty, ani opinii publicznej na świecie, że te głosy pozostają nienaruszone.


Władze hrabstwa zapowiadają zdecydowaną walkę prawną. Arrington poinformował, że polecił prawnikom wykorzystać wszystkie dostępne środki, by ograniczyć skutki nalotu.

Uważam, że ten nakaz przeszukania był nielegalny — powiedział. — Będziemy domagać się audytu kryminalistycznego, przechowywania dokumentów na terenie stanu Georgia pod pieczęcią sądu oraz pełnej ochrony danych wyborców.


Jak dodał, problemem jest również brak transparentności działań FBI. Agenci przejęli oryginalne karty do głosowania i listy wyborców, nie sporządzając pełnego protokołu zabezpieczenia materiałów.


Nie mamy dziś żadnej możliwości potwierdzenia, czy wszystko zostało nam zwrócone i w jakim stanie — podkreślił Arrington.


Dla wielu obserwatorów sprawa Fulton County stała się symbolem oporu wobec politycznego wykorzystywania instytucji państwowych. Jak mówią lokalni urzędnicy, to właśnie tak wygląda obrona demokracji w praktyce — nie w hasłach, lecz na sali sądowej.



Komentarze


bottom of page