Trump oskarża Ilhan Omar o upozorowanie ataku. Kolejne moralne dno prezydenta USA
- Newsroom Darius
- 28 sty
- 2 minut(y) czytania
Donald Trump po raz kolejny przekroczył granicę, której — jak mogłoby się wydawać — nie da się już przekroczyć. Po brutalnym ataku na kongresmenkę Ilhan Omar, do którego doszło podczas spotkania z wyborcami w Minneapolis, były prezydent Stanów Zjednoczonych zasugerował, że polityczka… sama zainscenizowała napaść na siebie.
Podczas rozmowy z dziennikarką ABC News, Rachel Scott, Trump został zapytany, czy widział nagranie przedstawiające moment, w którym Omar została zaatakowana i spryskana nieznaną substancją.
„Nie. Nie myślę o niej” — odpowiedział Trump. — „Uważam, że jest oszustką. Naprawdę o tym nie myślę. Pewnie sama kazała się spryskać, znając ją”.
Gdy reporterka dopytywała, czy rzeczywiście widział nagranie z ataku, Trump odparł: „Nie widziałem. Nie, nie. Mam nadzieję, że nie będę musiał się tym zajmować”.
Wypowiedzi te wywołały falę oburzenia. W normalnych okolicznościach każdy prezydent — niezależnie od różnic politycznych — okazałby elementarną solidarność po traumatycznym incydencie przemocy wobec członka Kongresu. Trump zrobił coś dokładnie odwrotnego: zbagatelizował atak i obwinił ofiarę.
Do zdarzenia doszło podczas town hall meeting w Minneapolis. W trakcie wystąpienia Ilhan Omar, poświęconego krytyce brutalnych działań ICE w Minnesocie, mężczyzna wtargnął na scenę i spryskał ją strzykawką wypełnioną nieznaną, cuchnącą cieczą. Agencja Reuters opisała substancję jako „o silnym, odrażającym zapachu”.
„ICE nie da się zreformować ani zrehabilitować. Musimy zlikwidować ICE raz na zawsze, a sekretarz DHS Kristi Noem musi podać się do dymisji albo stanąć przed procedurą impeachmentu”.
Napastnik zażądał, by Omar „zrezygnowała”, po czym został obezwładniony przez jednego z uczestników spotkania i powalony na ziemię. Całe zdarzenie zostało zarejestrowane na wideo.
Nagranie pokazuje również reakcję samej kongresmenki — Omar ruszyła w stronę napastnika, gotowa do obrony, po czym wróciła do przemówienia po krótkiej przerwie.
„Będziemy kontynuować. Ci pie***leni dranie nie ujdą z tym na sucho” — powiedziała stanowczo. „Nie pozwalam, by bandyci wygrywali”
Rzecznik Ilhan Omar potwierdził, że sprawca został szybko zatrzymany przez ochronę i policję z Minneapolis.
„Podczas spotkania agitator próbował zaatakować kongresmenkę, spryskując ją nieznaną substancją ze strzykawki. Sprawca jest w areszcie. Kongresmenka czuje się dobrze i kontynuowała spotkanie, ponieważ nie pozwala, by bandyci wygrywali”.
Sama Omar napisała później na platformie X: „Jestem w porządku. Jestem ocalałą i ten drobny prowokator mnie nie zastraszy. Nie pozwalam, by bandyci wygrywali. Dziękuję moim niesamowitym wyborcom. Minnesota jest silna”.
Napastnik, Anthony James Kazmierczak, został aresztowany i oskarżony o napaść trzeciego stopnia.
Nie sposób oddzielić tego ataku od wieloletniej, dehumanizującej retoryki Donalda Trumpa wobec Ilhan Omar. Były prezydent wielokrotnie nazywał ją „śmieciem”, kwestionował jej patriotyzm i oskarżał o „nienawiść do Ameryki”.
Zaledwie kilka godzin przed napaścią Trump zaatakował ją słownie podczas wiecu wyborczego: „Muszą pokazać, że kochają nasz kraj. Muszą być dumni. Nie tak jak Ilhan Omar”.
Twierdzenie, że Omar nie kocha Stanów Zjednoczonych, jest szczególnie cyniczne. To Trump — mimo owinięcia się flagą — systematycznie podważa instytucje demokratyczne i wartości, które ten kraj reprezentuje. Oskarżenie jej o bycie „oszustką” brzmi jak projekcja własnych cech.
Prawda jest taka, że Trump nienawidzi Ilhan Omar, bo jest kobietą, muzułmanką, osobą o innym kolorze skóry i imigrantką urodzoną w Somalii. Jego wypowiedzi wpisują się w znany schemat mizoginii, islamofobii i rasizmu.
Ilhan Omar pozostaje tym, kim Trump jedynie udaje, że jest: prawdziwą służebnicą publiczną, patriotką i liderką, która nie cofa się przed zastraszaniem. A jego reakcja na brutalny atak tylko dobitnie pokazuje, jak głęboki jest kryzys moralny człowieka, który niegdyś sprawował najwyższy urząd w państwie.


Komentarze