Renée Fleming odwołuje występy w Kennedy Center. Kolejny prestiżowy cios dla Trumpa i świata MAGA
- Newsroom Darius
- 24 sty
- 2 minut(y) czytania

Laureatka nagrody Grammy, jedna z najwybitniejszych śpiewaczek operowych świata, Renée Fleming, odwołała swoje długo wyczekiwane koncerty symfoniczne w Kennedy Center. Decyzja artystki jest kolejnym sygnałem narastającego sprzeciwu środowiska kulturalnego wobec kierunku, w jakim instytucja zmierza po przejęciu kontroli przez Donalda Trumpa i jego nominantów.
„Renée Fleming z przykrością informuje, że z powodu konfliktu w harmonogramie musi wycofać się z majowych koncertów 2026 roku z National Symphony Orchestra” – czytamy w lakonicznym komunikacie opublikowanym na stronie Kennedy Center. „Nowy solista i repertuar zostaną ogłoszeni w późniejszym terminie, a pozostała część programu pozostaje bez zmian”.
Fleming miała wystąpić pod batutą Jamesa Gaffigana wraz z National Symphony Orchestra. Dla osób obeznanych z realiami świata muzyki klasycznej sformułowanie „konflikt w harmonogramie” brzmi jednak jak dobrze znany eufemizm. W praktyce często oznacza ono: „nie chcę już brać w tym udziału”.
Tym bardziej że Fleming nie jest postacią przypadkową w historii Kennedy Center. W przeszłości pełniła funkcję artystycznej doradczyni instytucji, jednak opuściła to stanowisko po tym, jak Trump przejął wpływ na zarząd i obsadził go lojalistami pozbawionymi doświadczenia w zarządzaniu kulturą.
Od tamtego momentu lista artystów wycofujących się z występów w Kennedy Center systematycznie się wydłuża. W ramach protestu swoje projekty odwołali już m.in. Lin-Manuel Miranda, Issa Rae, kompozytor „Wicked” Stephen Schwartz oraz Washington National Opera. Każde kolejne nazwisko tylko potwierdza, że mamy do czynienia nie z jednostkowymi decyzjami, lecz z szerszym, środowiskowym buntem.
Sprzeciw artystów dodatkowo wzmocniły coraz bardziej kontrowersyjne działania nowego kierownictwa. W ostatnich miesiącach ludzie Trumpa w zarządzie Kennedy Center przegłosowali – według części prawników w sposób co najmniej wątpliwy – zmianę nazwy instytucji na „The Donald J. Trump and the John F. Kennedy Memorial Center for the Performing Arts”. Dla wielu było to symboliczne przekroczenie granicy: upolitycznienie jednej z najważniejszych amerykańskich instytucji kultury i próba wpisania własnego nazwiska w narodowe dziedzictwo.
Pokojowa forma protestu, jaką jest wycofywanie się artystów, ma przy tym szczególną siłę rażenia. Donald Trump od lat obsesyjnie zabiega o uznanie elit i świata celebrytów. Publiczne odrzucenie przez największe nazwiska kultury uderza dokładnie w jego najbardziej wrażliwy punkt.
Renée Fleming, rezygnując z występów w Kennedy Center, dołącza do grona twórców, którzy jasno dają do zrozumienia, że nie zamierzają legitymizować autorytarnych zapędów i degradowania instytucji publicznych. To sygnał, że normalizacja takich działań nie przechodzi bez reakcji.
Jak pokazuje historia, faszyzm nie zaczyna się od czołgów na ulicach, lecz od zawłaszczania symboli, instytucji i kultury. Tym razem odpowiedź świata sztuki jest jednoznaczna: na to zgody nie będzie.


Komentarze