top of page

„Rada Pokoju” Donalda Trumpa: realna inicjatywa czy polityczna iluzja?

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 22 sty
  • 2 minut(y) czytania

Deklaracja Karola Nawrockiego o „ogromnym zainteresowaniu” tzw. Radą Pokoju Donalda Trumpa wywołała falę komentarzy i pytań. Czym właściwie jest ten projekt i jakie konsekwencje mógłby mieć dla porządku międzynarodowego?


Według zapowiedzi środowiska skupionego wokół byłego (i ponownie urzędującego) prezydenta USA, „Rada Pokoju” ma być alternatywą dla istniejących instytucji globalnych, w szczególności ONZ. Krytycy wskazują jednak, że w praktyce nie byłoby to ciało oparte na dialogu i równowadze wpływów, lecz struktura skoncentrowana wokół jednej osoby.


Po pierwsze, projekt zakładałby absolutną dominację Donalda Trumpa. Nie przewiduje się klasycznego systemu głosowań – decydujący głos miałby należeć wyłącznie do niego. Oznacza to brak realnej podmiotowości pozostałych członków i iluzoryczny charakter „rady”.


Po drugie, członkostwo miałoby wiązać się z gigantyczną opłatą, sięgającą nawet miliarda dolarów. Co więcej, środki te miałyby pozostawać pod kontrolą jednej osoby. Taki model rodzi poważne pytania o przejrzystość, legalność i de facto kupowanie wpływów politycznych na globalną skalę.


Po trzecie, Trump miałby pełnić funkcję dożywotniego przewodniczącego z prawem weta, którego nie dałoby się w żaden sposób podważyć. W praktyce oznaczałoby to strukturę pozbawioną mechanizmów kontroli i odpowiedzialności.


Nie bez znaczenia jest także skład doradczy. Kluczowe role mieliby odgrywać ludzie z najbliższego otoczenia Trumpa, w tym członkowie jego rodziny, jak Jared Kushner. To dodatkowo podważa wiarygodność projektu jako niezależnej inicjatywy pokojowej.


Zdaniem wielu analityków „Rada Pokoju” nie tyle miałaby budować stabilność, co podkopywać istniejący ład międzynarodowy. Krytycy ostrzegają, że projekt mógłby legitymizować autorytarne reżimy, osłabiać prawo międzynarodowe i zastępować je modelem czysto transakcyjnym, opartym na sile i pieniądzu, a nie na wspólnych zasadach wypracowanych po II wojnie światowej.


W tym kontekście zainteresowanie polskich polityków takim przedsięwzięciem rodzi pytania nie tylko o jego realny sens, ale także o wizję miejsca Polski w świecie. Czy ma to być udział w wielostronnym systemie opartym na prawie i instytucjach, czy raczej akceptacja porządku, w którym decyduje wola najsilniejszego?

Komentarze


bottom of page