Przemówienie Donalda Trumpa było niepokojące. Pełno kłamstw Trumpa.
- Newsroom Darius
- 21 sty
- 2 minut(y) czytania

zdjęcie Reuters
Przemówienie Donalda Trumpa było niepokojące. Sprawiał wrażenie skrajnie zmęczonego, mówił cicho, chaotycznie i wielokrotnie gubił wątek. Przez niemal pół godziny wracał obsesyjnie do Grenlandii, myląc ją z Islandią i opowiadając alternatywną wersję historii II wojny światowej.
Zapewniał, że nie użyje siły, jednocześnie zapowiadając „negocjacje” w sprawie przejęcia wyspy i nazywając Duńczyków „niewdzięcznymi” — mimo że Dania straciła 44 żołnierzy, wspierając USA w Afganistanie. Nie zabrakło też gróźb celnych wobec Francji, prób upokorzenia Macrona i ataków na Kanadę.
Całość była powtarzalna, egocentryczna i pełna pretensji do świata, który rzekomo „wszystko zawdzięcza Ameryce”. Trump sprawiał wrażenie człowieka, który nie nadąża za własnymi myślami.
To było żenujące. I szczerze mówiąc — budzi poważny niepokój o kondycję prezydenta USA.
Kilka punktów kłamstw:
Donald Trump po raz kolejny tworzy alternatywną wersję historii, twierdząc, że po II wojnie światowej Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię”. To nieprawda. USA nigdy Grenlandii nie posiadały, nie podbiły i nie miały czego „oddawać”.
Fakty są jednoznaczne: Grenlandia była terytorium Danii przed, w trakcie i po II wojnie światowej. Obecność wojsk amerykańskich na wyspie miała charakter wyłącznie obronny i wynikała z porozumień z rządem duńskim — chodziło o zabezpieczenie szlaków północnoatlantyckich i obronę Ameryki Północnej, nie o sprawowanie suwerenności.
Oświadczył, że „Chiny produkują prawie wszystkie wiatraki, a mimo to nie może znaleźć w Chinach żadnych farm wiatrowych”. Fakty są jednoznaczne: Chiny są światowym liderem energetyki wiatrowej. Mają więcej turbin wiatrowych niż jakikolwiek inny kraj na Ziemi — około cztery razy więcej niż Stany Zjednoczone, które zajmują drugie miejsce.
Twierdzenie Donalda Trumpa, że wybory prezydenckie w USA w 2020 roku były „sfałszowane” i że „wszyscy to wiedzą”, jest nieprawdziwe.
Fakty są jasne i wielokrotnie potwierdzone:
nie przedstawiono żadnych dowodów na masowe fałszerstwa wyborcze,
ponad 60 spraw sądowych dotyczących rzekomych oszustw zostało oddalonych,
audyty i ponowne przeliczenia głosów w kluczowych stanach potwierdziły wyniki,
legalność wyborów uznali zarówno urzędnicy stanowi, jak i federalni — w tym nominowani przez samego Trumpa.
Trump stwierdził m.in., że Kanada „żyje dzięki Stanom Zjednoczonym” i „powinna być wdzięczna”, sugerując, że bezpieczeństwo tego kraju zależy wyłącznie od amerykańskiej łaski. W kontekście NATO posunął się jeszcze dalej, mówiąc o możliwości użycia „nadmiernej siły”, podkreślając, że USA byłyby w takim scenariuszu „nie do powstrzymania”.
To nie są żarty ani polityczna przesada. To język zastraszania, dominacji i siły, wypowiadany publicznie przez człowieka, który ma realny wpływ na globalne bezpieczeństwo i dostęp do arsenału nuklearnego.


Komentarze