„Obrona chrześcijańskich wartości” na podstawie plastikowej zabawki. Afera z krzyżem w szkole w Kielnie
- Newsroom Darius
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania

Ponad 60 osób z posłami Prawa i Sprawiedliwości złożyło w Sejmie poselski projekt uchwały potępiającej – jak to ujęto – „akt publicznego znieważenia symbolu religijnego” w Szkole Podstawowej w Kielnie. Sprawa, która w założeniu miała być kolejnym dowodem na rzekome prześladowanie chrześcijan w Polsce, okazała się jednak kompromitującą farsą.
Według narracji lansowanej przez polityków i środowiska skrajnej prawicy, nauczycielka miała zdjąć krzyż ze ściany i wyrzucić go do kosza, czym obraziła uczucia religijne „bogobojnych uczniów”. Na tej podstawie najpierw zawiadomiono prokuraturę, a następnie – przy wsparciu środowisk związanych m.in. z Grzegorzem Braunem, Robertem Bąkiewiczem, Młodzieżą Wszechpolską oraz Klubami „Gazety Polskiej” – zorganizowano protesty pod szkołą w obronie „chrześcijańskich wartości”.
W mediach społecznościowych przez kilka dni trwała zmasowana nagonka na nauczycielkę. Była obrażana, wyzywana, oskarżana o „antychrześcijańską indoktrynację”, a do Ministerstwa Edukacji Narodowej masowo wysyłano donosy. Efekt? Zawieszenie nauczycielki i wszczęcie wobec niej postępowania dyscyplinarnego.
Cała machina polityczno-medialna ruszyła pełną parą, zanim ktokolwiek zadał sobie trud, by sprawdzić podstawowe fakty.
Okazało się, że rzekomo „znieważony symbol religijny” nie był żadnym krzyżem kultu religijnego, lecz plastikową zabawką z halloweenowego kostiumu – dokładnie taką, jaka bywa dołączana do przebrań typu „seksowna zakonnica”.
Jak ustalono, uczniowie dla żartu przynieśli jego do szkoły i powiesili na klatce dla chomika w klasie. Nauczycielka, widząc nieodpowiedni przedmiot, wyrzuciła plastikową zabawkę do kosza.
To właśnie za ten gest została publicznie zlinczowana. Polityczna histeria zamiast odpowiedzialności.
Cała historia pokazuje, jak łatwo hasła o „obronie wiary” mogą zostać użyte jako narzędzie politycznej mobilizacji, nawet gdy oparte są na nieprawdzie lub groteskowym nieporozumieniu.
Niezależnie od tego, czy sprawa zostanie formalnie umorzona, skutki już są realne: zaszczuta nauczycielka, stres, publiczne upokorzenie i realne konsekwencje zawodowe. Nikt z polityków ani liderów środowisk, które rozpętały aferę, nie przeprosił ani nie wycofał swoich oskarżeń.
To nie jest historia o „ochronie symboli religijnych”. To historia o politycznej histerii, zbiorowym szczuciu i kompletnym braku odpowiedzialności za słowa — w imię wartości, które w tej sytuacji zostały przez ich samozwańczych obrońców najbardziej skompromitowane.






Komentarze