top of page

Nowe dokumenty z akt Epsteina: pytania o loty Donalda Trumpa i milczenie instytucji

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 8 lut
  • 2 minut(y) czytania

W amerykańskiej debacie publicznej ponownie wybuchła burza wokół sprawy Jeffreya Epsteina. Tym razem powodem są informacje zawarte w wewnętrznej notatce prokuratorskiej z początku 2020 roku, które – jeśli zostaną potwierdzone – podważają dotychczasowy obraz relacji Donalda Trumpa z finansistą oskarżanym o handel seksualny i wykorzystywanie nieletnich.


Z notatki sporządzonej przez asystenta prokuratora federalnego z Południowego Dystryktu Nowego Jorku, analizującego rejestry lotów Epsteina, wynika, że Donald Trump miał latać prywatnym samolotem Epsteina, znanym jako „Lolita Express”, znacznie częściej, niż wcześniej podawano do publicznej wiadomości. Dokument wskazuje na co najmniej osiem lotów w latach 1993–1996, w tym kilka w okresie, który później stał się kluczowy dla zarzutów wobec Ghislaine Maxwell, wieloletniej współpracowniczki Epsteina.


Szczególnie kontrowersyjne są fragmenty mówiące o tym, że na części lotów obecne były młode kobiety, które – według autorów notatki – mogłyby zostać potencjalnymi świadkami w sprawie Maxwell. W jednym z lotów z 1993 roku na liście pasażerów mieli figurować wyłącznie Epstein i Trump. W innym przypadku samolotem mieli lecieć tylko Epstein, Trump oraz 20-letnia wówczas osoba, której nazwisko w dokumentach zostało zredagowane.


W rejestrach pojawiają się także nazwiska osób z najbliższego otoczenia Trumpa, w tym jego ówczesnej żony Marli Maples oraz dzieci: Tiffany i Erica. Sama obecność tych nazwisk nie przesądza oczywiście o jakichkolwiek przestępstwach, ale pokazuje skalę i częstotliwość kontaktów, które do tej pory były bagatelizowane lub pomijane.


Autor notatki podkreśla, że po przejrzeniu ponad stu stron szczegółowych zapisów lotów uznał za konieczne uprzedzenie przełożonych, aby informacje te „nie były zaskoczeniem w przyszłości”. Dla wielu obserwatorów to sformułowanie brzmi dziś jak gorzka ironia – bo właśnie fakt, że dokumenty te nie ujrzały światła dziennego wcześniej, budzi największe kontrowersje.


Krytycy wskazują, że opinia publiczna nigdy nie została w pełni poinformowana o tych ustaleniach, a Departament Sprawiedliwości w czasach prezydentury Trumpa nie wykazywał woli, by pogłębić wątek dotyczący urzędującego wówczas prezydenta. Padają zarzuty o konflikt interesów i instytucjonalną niemoc wobec osoby znajdującej się na szczycie władzy wykonawczej.


W odpowiedzi na ujawnione informacje coraz głośniej pojawiają się wezwania do tego, by Kongres uzyskał dostęp do niezredagowanych akt i przeprowadził niezależne dochodzenie. Zwolennicy takiego rozwiązania argumentują, że tylko pełna przejrzystość może raz na zawsze rozwiać – lub potwierdzić – podejrzenia wobec Trumpa i przywrócić zaufanie do państwowych instytucji.

Komentarze


bottom of page