Mika wraca z „Hyperlove”: taneczna odyseja pełna nadmiaru uczuć
- Newsroom Darius
- 1 dzień temu
- 2 minut(y) czytania
„Hyperlove” to miłość w wersji max — nadmierna, intensywna, momentami wręcz obsesyjna. Mika wchodzi w 2026 rok z przekonaniem, że miłości ma w sobie aż nadto i zamierza się nią dzielić. Po niemal sześciu i pół roku ciszy wreszcie doczekaliśmy się nowego, anglojęzycznego albumu artysty. I to powrotu, który naprawdę czuć.
Trudno nie wrócić myślami do drugiej połowy lat 2000., kiedy Mika regularnie serwował kolejne hity: popowe, retro, kipiące energią i radością. „Life in Cartoon Motion” oraz single „Grace Kelly” i „Relax, Take It Easy” zapewniły mu status międzynarodowej gwiazdy, liczne platyny, BRIT Awards i nominacje do Grammy. Choć od 2013 roku nie gościł na brytyjskich listach przebojów, Mika pozostał aktywny — szczególnie ceniony we Francji i Belgii — wydając m.in. francuskojęzyczny album „Que ta tête fleurisse toujours” oraz koncert z Pałacu Wersalskiego.
„Hyperlove”, dostępny od 23 stycznia 2026 roku, to jego pierwszy anglojęzyczny materiał od 2019 roku i wyraźny zwrot ku bardziej międzynarodowemu, klubowemu brzmieniu. Już tytułowy utwór zapowiada kierunek: zaczyna się intymnie, niemal introwertycznie, by stopniowo eksplodować syntezatorową energią. Od drugiego numeru, „Modern Times”, można właściwie bez przerwy trzymać na nogach buty do tańca. To Mika, którego znamy — ale w nowej, bardziej elektronicznej odsłonie.
Pierwszy singiel „Immortal Love” z wyraźnym echem techno lat 90. ustanawia rytm całej płyty: futurystyczny, lekko kosmiczny, a jednocześnie przystępny. Wokal Miki wciąż sunie przez oktawy z łatwością, która w kilka sekund potrafi wywołać uśmiech. Utwory takie jak „Dreams” i „All The Same” pogłębiają ten kosmiczny klimat, podczas gdy jedyną prawdziwą chwilę oddechu przynosi balladowe „Take Your Problems With You” — krótkie ćwiczenie z uważności i bycia „tu i teraz”.
To album, który idealnie wpisuje się w nadchodzącą wiosnę. Gdy zrobi się cieplej, lekkie wyznania miłości w „Nicotine” czy uroczo flirtujące „Excuses for Love” zabrzmią jeszcze pełniej. „Spinning Out” i energetyczny „Eleven” mają potencjał stać się hymnami sezonu Pride. Po dwóch nierównych płytach Mika wyraźnie łapie nowy oddech — eksperymentuje, stawia na taniec i może szczególnie trafić do queerowej publiczności.
„Hyperlove” to nie nostalgiczny powrót, lecz świadomy krok naprzód: odważny, radosny i bardzo na czasie.






Komentarze