Kandydat demokratów z Nowego Jorku do Izby Reprezentantów mówi, że jego przeszłość sprawia, że „Christian Grey wygląda jak amator”
Chris Gallant, demokratyczny kandydat do Izby Reprezentantów USA z Long Island, postanowił nie ukrywać swojej przeszłości związanej ze sceną BDSM. Po ujawnieniu przez media zdjęć, na których przed laty wystąpił w materiałach promocyjnych producenta akcesoriów fetyszystycznych, polityk zapowiedział kampanię wykorzystującą tę historię.
Gallant, który rywalizuje z republikańskim kongresmenem Nickiem LaLotą, odniósł się do sprawy w rozmowie z „The New York Times”. Jak powiedział, jego znajomi od dawna wiedzą, że jest osobą otwartą na BDSM. „Jestem bardzo perwersyjny” – stwierdził, żartując, że przy nim bohater powieści „Pięćdziesiąt twarzy Greya” Christiana Greya wyglądałby jak amator.
Zdjęcia, które ujawnił we wrześniu „New York Post”, powstały około 17 lat temu. Gallant wystąpił w nich w charakterystycznych dla sceny BDSM akcesoriach. Jego prawnik wcześniej podkreślał, że sesja była dobrowolna i miała związek z ówczesną relacją kandydata.
Gallant nie zamierza jednak odcinać się od swojej przeszłości. Przeciwnie – chce wykorzystać zainteresowanie mediów do promocji kampanii. Polityk porównał sytuację do swojego rodzaju „momentu Kim Kardashian”, sugerując, że nagła popularność może pomóc mu zwiększyć rozpoznawalność wśród wyborców.
Kandydat zapowiedział nowy spot wyborczy opatrzony hasłem „Make Politics Sexy Again” („Uczyńmy politykę znowu seksowną”). Jak wynika z jego wypowiedzi, skandal związany z dawnymi zdjęciami może być dla niego nie tylko problemem wizerunkowym, lecz także sposobem na przyciągnięcie uwagi wyborców.
Gallant podkreśla, że fotografie zostały wykonane wiele lat przed jego obecną działalnością polityczną i że nie został do udziału w sesji zmuszony ani zmanipulowany. Jak sam mówi, była to część jego ówczesnego życia prywatnego, którą dziś nie zamierza się wypierać.
Ujawnienie zdjęć ma już jeden wymierny efekt – zwiększyło rozpoznawalność kandydata. Sam Gallant przyznał, że kampania wcześniej miała problem z tym, by wyborcy kojarzyli jego nazwisko.
Demokrata próbuje więc przekształcić potencjalnie kłopotliwą historię w element swojej kampanii, przedstawiając ją jako dowód na otwartość i gotowość do mówienia o własnej przeszłości bez ukrywania jej przed opinią publiczną.



Komentarze