Joe Keery w roli Steve’a Harrington w serialu „Stranger Things”
- Newsroom Darius
- 17 sty
- 2 minut(y) czytania

Od dziesięciu lat miliony widzów na całym świecie oglądają Joe Keery’ego w roli Steve’a Harringtona w serialu „Stranger Things”. Dla wielu fanów to właśnie ten sympatyczny, dojrzewający na ekranie bohater stał się jednym z symboli hitu Netfliksa. Jednak poza Hawkins i światem wolnym od Demogorgonów 33-letni Keery od dawna buduje drugą, równie imponującą karierę – muzyczną.
W ostatnich tygodniach artysta znalazł się na samym szczycie globalnych list streamingowych. Jego utwór „End of Beginning”, wydany w 2022 roku pod pseudonimem scenicznym Djo, od dwóch tygodni bije rekordy popularności i obecnie jest numerem jeden na świecie. Co ciekawe, piosenka nigdy nie pojawiła się w „Stranger Things”, a mimo to jej sukces wyraźnie zbiegł się w czasie z ogromnym zainteresowaniem finałowym sezonem serialu.
Keery nie ukrywa, że popularność „Stranger Things” mogła pomóc jego muzyce dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. – Mam wrażenie, że ta piosenka żyje teraz własnym życiem – przyznaje. – Jest wykorzystywana jako tło dla podsumowań roku i rozmów o nadchodzącym finale serialu. Dla wielu ludzi symbolizuje koniec pewnej ery i początek czegoś nowego.
Muzyk i aktor podkreśla jednak, że jego droga w branży muzycznej nie była łatwa ani oczywista. Działając jako Djo, długo pozostawał niezależnym artystą, świadomie idąc pod prąd oczekiwaniom przemysłu muzycznego. Zamiast szybkich hitów i algorytmicznej produkcji postawił na własne brzmienie, inspirowane synth-popem i alternatywą, oraz pełną kontrolę artystyczną.
W rozmowie z etatowym dziennikarzem Devonem Ivie Keery opowiada nie tylko o kulisach sukcesu „End of Beginning”, lecz także o swoich refleksjach na temat finału „Stranger Things”. Jak przyznaje, zakończenie serialu to dla niego moment szczególny – emocjonalne pożegnanie z rolą, która ukształtowała jego karierę aktorską, ale jednocześnie otwarcie nowego rozdziału.
– To zamknięcie czegoś bardzo ważnego w moim życiu – mówi Keery. – Ale też szansa, by iść dalej, próbować nowych rzeczy i pozwolić, żeby muzyka oraz aktorstwo rozwijały się na własnych zasadach.
Dla fanów Joe Keery’ego jedno jest pewne: niezależnie od tego, czy na ekranie, czy na scenie muzycznej, artysta właśnie wchodzi w kolejny, niezwykle intensywny etap swojej kariery.
źródło New York Magazine


Komentarze