top of page

Irlandczyk zatrzymany przez ICE w Teksasie

  • Zdjęcie autora: Newsroom Darius
    Newsroom Darius
  • 11 lut
  • 2 minut(y) czytania

Seamus Culleton od pięciu miesięcy przebywa w ośrodku detencyjnym w Teksasie, podczas gdy dla swojej żony istnieje dziś głównie we wspomnieniach i na kilku fotografiach dokumentujących ich wspólne życie.


Zatrzymany podczas codziennych zakupów


38-letni Irlandczyk został zatrzymany przez agentów ICE (Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł USA) pięć miesięcy temu w sklepie z materiałami budowlanymi w Bostonie. Jak relacjonuje jego żona Tiffany Smyth, telefon od męża był krótki i pełen niepewności.


– Powiedział, że zatrzymało go ICE. Miałam milion pytań: dokąd cię zabierają? Co się dzieje? Odpowiedział, że nic mu nie mówią. „Zadzwonię, kiedy będę mógł” – i połączenie się urwało. Przez cztery czy pięć dni nie miałam z nim kontaktu – wspomina.


Ostatecznie, przez Buffalo w stanie Nowy Jork, Seamus trafił do Camp East Montana w El Paso w Teksasie.


„Jak współczesny obóz koncentracyjny”


W rozmowie telefonicznej z ośrodka opisał warunki jako „horrendalne i brudne”, porównując miejsce do „współczesnego obozu koncentracyjnego”. Według jego relacji w jednym namiocie przebywa około 70 osób, a on sam obawia się o swoje bezpieczeństwo.

– Jeśli to mogło spotkać mnie, to może spotkać każdego – powiedział.


Jego prawniczka, Ogor Winnie Okoye, określiła warunki jako „skandaliczne, niewyobrażalne i nieludzkie, nieodpowiednie nawet dla najgroźniejszych przestępców”.


Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA w oświadczeniu nazwał Culletona „nielegalnym imigrantem z Irlandii” i podkreślił, że ani wniosek o zieloną kartę, ani pozwolenie na pracę nie nadają legalnego statusu pobytowego. Władze odrzuciły również zarzuty dotyczące przetrzymywania go w warunkach podwyższonego ryzyka.


18 lat w USA i jedna wizyta do zielonej karty


Seamus pochodzi z Kilkenny w Irlandii. Do Stanów Zjednoczonych przyjechał w 2009 roku i przekroczył dozwolone 90 dni pobytu w ramach programu ruchu bezwizowego. Później poślubił obywatelkę USA, co umożliwiło mu staranie się o zmianę statusu imigracyjnego.

Uzyskał pozwolenie na pracę i – jak twierdzi jego rodzina – brakowało mu jednej wizyty urzędowej do otrzymania zielonej karty.


Przez niemal 18 lat prowadził, jak sam mówi, „normalne życie”: pracował, unikał problemów z prawem, spędzał czas z żoną i dwoma psami.


Szerszy kontekst polityczny


Według najnowszych danych ICE przetrzymuje obecnie około 70 tys. osób, z czego 74% nie ma wyroków karnych. Polityka migracyjna pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w amerykańskiej debacie publicznej. Donald Trump zapowiadał największą masową deportację w historii USA, deklarując usunięcie „najgorszych z najgorszych”.


– Seamus nie jest „najgorszy z najgorszych” – mówi jego prawniczka. – Jest przykładem tego, czym ten kraj miał być: miejscem, gdzie imigranci przyjeżdżają i wnoszą coś wartościowego.


Czekając na powrót


Mimo trudnej sytuacji Seamus nie porzuca marzeń o pozostaniu w Ameryce. W rozmowie telefonicznej powiedział, że wyobraża sobie moment uwolnienia: żonę czekającą na niego z otwartymi ramionami i pocałunek po długiej rozłące.


– Minęło tak dużo czasu, odkąd ją widziałem – przyznał.


Dla Tiffany jej mąż istnieje dziś w dwóch miejscach – w teksańskim ośrodku detencyjnym i w ich wspólnych wspomnieniach. Ona wciąż wierzy, że wkrótce znów będą w tym samym miejscu.


źródło SKY News



Komentarze


bottom of page