Aseksualność i fetysz: więcej niż pozorna sprzeczność
- Newsroom Darius
- 4 godziny temu
- 2 minut(y) czytania
Komentarz Sophie Gusenko - SIEGESSÄULE
Gdy Międzynarodowy Dzień Aseksualności zbiega się w czasie z Easter Fetish Week w Berlinie, łatwo potraktować to jako ciekawostkę. W rzeczywistości to dobra okazja, by przyjrzeć się jednemu z najbardziej uporczywych mitów: że aseksualność i fetysz wzajemnie się wykluczają.
Aseksualność jako „brak”? To zbyt proste
W potocznym rozumieniu aseksualność sprowadzana jest do negacji – braku pożądania, potrzeby czy seksu. Taki obraz jest nie tylko uproszczony, ale i błędny. Utrwala przekonanie, że aseksualność to deficyt, coś „do naprawienia”, a nie pełnoprawna orientacja.
Widać to choćby w narracjach krążących w mediach społecznościowych, takich jak Instagram, gdzie aseksualność bywa przedstawiana jako przejściowy etap: „myślałam, że jestem aseksualna, dopóki…”. W takich historiach zawsze pojawia się moment „uzdrowienia” – udany seks, zakończenie toksycznej relacji czy zmiana leków. To wzmacnia przekaz, że aseksualność nie jest „prawdziwa”.
Spektrum zamiast jednej definicji
Problem wynika w dużej mierze z ograniczonego rozumienia seksualności. Nawet osoby alloseksualne często nie rozróżniają takich pojęć jak libido, pociąg seksualny, potrzeba bliskości czy chęć bycia pożądanym. Tymczasem aseksualność obejmuje szerokie spektrum doświadczeń.
Są osoby aseksualne, które nie odczuwają pociągu seksualnego, ale mogą doświadczać przyjemności fizycznej, angażować się w relacje seksualne lub eksplorować fetysze. Dla wielu brzmi to paradoksalnie – właśnie dlatego, że zakładamy zbyt prosty model seksualności, w którym wszystko musi być ze sobą bezpośrednio powiązane.
Intymność poza schematem
Kluczowe jest rozdzielenie pojęć. Intymność nie musi wynikać z pociągu seksualnego. Może opierać się na dotyku, emocjonalnej bliskości czy dynamice władzy, jak w przypadku praktyk BDSM. Fetysz nie musi być zakorzeniony w klasycznie rozumianym pożądaniu wobec drugiej osoby.
Dla osób aseksualnych taka perspektywa bywa wręcz bardziej dostępna. Brak oczywistego „normatywnego punktu wyjścia” zmusza do świadomego definiowania własnych potrzeb i granic. To może prowadzić do głębszego zrozumienia własnej seksualności – niezależnie od tego, czy wpisuje się ona w normy alloseksualne.
Coming out jako akt sprzeciwu
Dla wielu osób aseksualnych przyjęcie tej tożsamości nie jest prostym procesem. Często wiąże się z dystansem wobec etykiety, która została społecznie zredukowana do stereotypu. Coming out staje się wtedy nie tylko osobistą decyzją, ale też formą sprzeciwu wobec uproszczonego obrazu aseksualności.
Otwarcie się na dialog pozwala również dostrzec, że niepewność wobec seksualności nie jest domeną wyłącznie osób aseksualnych. Pod powierzchnią społecznych norm często kryją się wątpliwości, performatywność i presja dopasowania się.
Nowe spojrzenie na seksualność
Zamiast traktować aseksualność i fetysz jako sprzeczność, warto potraktować je jako zaproszenie do szerszej refleksji nad tym, czym w ogóle jest seksualność. Granice między pożądaniem, bliskością i przyjemnością są znacznie bardziej płynne, niż sugerują dominujące narracje.
Być może największą wartością tej perspektywy jest właśnie jej potencjał do kwestionowania uproszczeń. Nie tylko w odniesieniu do aseksualności, ale do całego spektrum ludzkich doświadczeń.





Komentarze